Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Pierwsze w Polsce awaryjne lądowanie samolotu MiG-15...

Kategoria: Katastrofy i incydenty Utworzony: 2018-02-09 Autor: Kirschenstein Krzysztof

Co jakiś czas na łamach naszego portalu będę wspominał lotników, mechaników, nawigatorów, osprzętowców... prezentując ich wspomnienia z bogatej służby w szeregach naszego lotnictwa wojskowego, a sprzyja ku temu wyjątkowa okazja - stulecie polskiego lotnictwa, co czynie z nieskrywaną radością. Dziś chcę przedstawić nietuzinkową postać, która odegrała znacząca rolę w naszym lotnictwie wojskowym - śp. gen. bryg. pil. Władysława Hermaszewskiego, który wśród personelu lotniczego darzony był niesłychaną estymą, nie tylko za swój kunszt lotniczy, ale również za dobroduszne serce. Lotnikom morskim z naszego stowarzyszania MKSL oddział w Gdyni nie była obca ta osoba. Podczas jednego z takich spotkań, w zacnym gronie rezerwistów naszego oddziału, znalazło się miejsce właśnie na wspomnienia o śp. gen. Hermaszewskim, który często odwiedzał urocze lotnisko Babie Doły i to nie tylko służbowo. Musze przyznać, że kolejne wspomnienia przedstawiam po raz kolejny z ogromną przyjemnością, mając świadomość, że ten, jak i kolejne materiały zamieszczane sukcesywnie na naszej stronie - wzbogacą naszą wiedzę o historii już nie tylko morskich skrzydeł, ale i całego naszego lotnictwa wojskowego i środowiska z nim związanego.

                                                                                   Z lotniczo-morskim pozdrowieniem

                                                                                           Krzysztof Kirschenstein

Późną jesienią 1951 roku ppor. Władysław Hermaszewski - pilot 1. plm "Warszawa" z Mińska Mazowieckiego jako pierwszy z pilotów wojskowych, wykonał przymusowe lądowanie na samolocie myśliwskim MiG-15 z nie pracującym silnikiem, i to w dodatku na nawierzchni trawiastej, podwarszawskiego lotniska Babice. Młody i szalenie ambitny ppor. Hermaszewski, który latanie kochał jak mało kto - wykonywał zadanie, gdzie w końcowej fazie lotu, miał wykonać z pozostałymi kolegami ćwiczenie, przyprowadzając nad lotnisko trzy klucze po cztery samoloty MiG-15, dając komendę na rozpuszczenie ich z kursem 282 do lądowania. Po otrzymaniu od kierownika lotów zezwolenia na rozpuszczenie całej grupy, nakazał odejście swojego lewego prowadzonego na lewy krąg. Po przewidzianych pięciu sekundach od odejścia lewego prowadzonego, wykonał sam odejście za nim na krąg. Zmniejszając obroty silnika, w celu wyhamowania prędkości do 350km/godz. Będąc przed trzecim skrętem, pilot zaczął zwiększać obroty silnika. Ze zdumieniem stwierdził, że one nie wzrastają, a prędkość samolotu zaczęła jeszcze spadać. Lecący za nim prowadzący drugiej pary błyskawicznie zameldował, że za samolotem Hermaszewskiego ciągnie się biała smuga. Hermaszewski szybko uświadomił sobie, że zgasł mu silnik i ze zniżeniem, rozpoczął wykonywać skręt w lewo, w kierunku lotniska Babice. Prędkość i wysokość gwałtownie malały. Pilot nie wypuścił podwozia ani klap, aby nie zwiększać oporu czołowego, bo nie był pewien, czy uda mi się dociągnąć do lotniska? Będąc już na prostej z kursem na poprzek lotniska wypuścił dopiero podwozie. Samolot nagle zaczął opadać wprost na hangar Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych. Dosłownie nad samym hangarem pilot wypuścił klapy i podciągnął drążkiem, aby uniknąć zderzenia z dachem, po czym - mocno przeciągnięty samolot, przyziemił tuż za budynkiem na murawie lotniska. Przeciął pas startowy nr 2 i dobieg samolotu skończył szczęśliwie jeszcze przed pasem głównym na trawiastej nawierzchni. Pozostałe samoloty z ugrupowania, lądowały normalnie na pasie głównym. Natychmiast po wylądowaniu,znalazł się przy samolocie sam dowódca dywizji wraz z inżynierami, i nie pytając na razie o nic, ściskali i gratulowali por. Hermaszewskiemu za tak udane przymusowe lądowanie, no i przede wszystkim zakończone bezpiecznie dla samego pilota i drogocennego samolotu. Jak sam wspominał kiedyś nasz dzisiejszy bohater - alternatywy na inną opcję i tak zapewne by nie było, bo dookoła było miasto, a samolot znajdował się już na małej wysokości z szybkim opadaniem samolotu, co niewątpliwie wykluczało możliwość ratowania się na spadochronie za pomocą katapulty. Znając charyzmę i już w tym wieku spore umiejętności pilotażowe ppor. pil. Władysława Hermaszewskiego,nie brał pod uwagę ratowania się katapultowaniem, (warto tu od razu wspomnieć, że w tym czasie piloci jeszcze za bardzo nie ufali tej formie ratunku, co dla niektórych pilotów kończyło się niejednokrotnie niechybną śmiercią) a jedyny ratunek widział w szybkim przemyślanym manewrze i dociągnięciu najkrótszą drogą do lotniska. No i udało się, ratując samego siebie i cenny samolot. Warto też zaznaczy iż było to w tym czasie pierwsze w naszym lotnictwie - przymusowe lądowanie z nie pracującym silnikiem na samolocie myśliwskim MiG-15. W tym okresie bardzo głośno mówiono w środowisku lotniczym, że podobne przymusowe lądowania na samolotach MiG-15 w radzieckim lotnictwie kończyły się dotąd niepowodzeniem. Kiedy opadł już kurz serdecznych podziękowań i życzeń za tak udane lądowanie, przyszedł czas, aby sprawdzić, co się wydarzyło podczas tego feralnego lotu. W czasie próby na ziemi personel techniczny sprawdzał silnik. Uruchomiono i sprawdzano parametry, i ku zdziwieniu samego pilota, który był również obecny przy tych wszystkich czynnościach, silnik pracował normalnie i żadnej usterki nie wykryto. Powodem zgaśnięcia silnika było prawdopodobnie zerwanie się płomienia z powodu niedoskonałości aparatu dozującego paliwo, który przy niedokładnej regulacji i dość szybkim zmniejszeniu obrotów mógł niekiedy spowodować taki właśnie skutek. Oficjalnie Władysław Hermaszewski został wyróżniony za prawidłowe działanie i uratowanie samolotu. Pilot mimo wszystko przez pewien czas nosił w sobie poczucie winy, że być może rzeczywiście te dźwignie obrotów za szybko cofnął lub może sam bezwiednie zamknął stop-kran paliwowy co mogło w efekcie doprowadzić do innego zakończenia tego szczęśliwego lotu.



Materiał opracowany został przy wykorzystaniu materiałów ze zbiorów członków MKSL oddział w Gdyni oraz własnych.




32
4