Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Kilka chwil z życia babidolskiej "dziewiątki"

Kategoria: Piloci dla reszty świata Utworzony: 2013-05-14 Autor: Kirschenstein Krzysztof



Przygotowanie pilotów "dziewiątki" do wykonania treningu w zasadzie aż tak bardzo nie odbiegało od przygotowania do innych lotów. Kiedy nastąpiło podjęcie decyzji na loty treningowe, kolejnym etapem było postawienie zadań dla poszczególnych służb biorących udział w lotach. Następnym punktem było wprowadzenie drugiego etapu, którym było przygotowanie specjalistyczne. Od tego momentu już w ścisłym gronie samych pilotów grupy akrobacyjnej i samego kierownictwa - płk pil. Janusza Żywno, płk pil. Stanisława Mielczarka i mjr pil. Wacława Święckiego - następowało omawianie szczegółów związanych z kolejnością wykonania treningu począwszy od kołowania na start zbiórki w powietrzu poszczególnych trójek. Mówiono o dolocie nad lotnisko i wykonaniu poszczególnych figur, a po zakończeniu pokazu o sposobie podejścia do lądowania. W powietrzu były dwie zmiany w ugrupowaniu: z rombu w strzałę i ze strzały w romb; z tego ugrupowania było rozpuszczenie do lądowania trójkami. W trakcie przygotowania były omawiane również sprawy związane z bezpieczeństwem lotu - jak zachować się w różnych i nietypowych, awaryjnych sytuacjach w locie grupowym. Każdy pilot biorący bezpośredni udział w takim locie zdawał sobie sprawę, że w grę wchodziły niebezpieczne zbliżenia, które mogły doprowadzić przecież do zderzenia samolotów. Za każdym razem omawiano szczegółowo sposób szybkiego i bezpiecznego odejścia z ugrupowania. Do przygotowania się i do samych lotów treningowych piloci "dziewiątki" przykładali ogromną wagę, gdyż od tego przecież zależało ich bezpieczeństwo. Była to przecież wybrana garstka ludzi, którzy do niczego się do nie zmuszali, a latanie już w tak prestiżowym zespole było niewątpliwie dla nich dużym wyróżnieniem nie tylko w swoim pułku, ale też w całym kraju. Piloci wierzyli sobie i technikom, ci zaś za każdym razem potrafili perfekcyjnie przygotować im samoloty, na których bezpiecznie mogli wykonywać loty. Bezgranicznie ufali sobie, myśląc, iż zawsze wszystko będzie w porządku. Dziś, po tylu latach, kiedy rozmawiam z jeszcze żyjącymi, oni mówią mi, że patrzą na to już inaczej, bardziej krytycznie i z większą ostrożnością. Może to mijający czas, miniona już niestety młodość, brak ułańskiej fantazji i werwy, może zaś po prostu praktyczne do bólu podejście do kwestii bezpieczeństwa wynikające z doświadczenia i dystansu czasowego.

Drugą częścią przygotowania do treningu, a późnej samych pokazów, była rekreacja, czynny wypoczynek w czasie około 3 godzin. W czasie niesprzyjających warunków atmosferycznych, kiedy lotów nie można było wykonywać, piloci bazujący na swoim miejscu często korzystali z zajęć w sali gimnastycznej, grając w piłkę siatkową czy uprawiając gimnastykę ogólnorozwojową. Zajęcia tego typu często odbywały się na uwielbianej przez nich babidolskiej plaży. To właśnie na niej piloci uwielbiali grać w siatkówkę, pływać kajakiem czy żaglówką. Warto wspomnieć też o nauce jazdy na nartach wodnych. To właśnie na nich był zawsze niezły ubaw, gdyż nikt z pilotów nie potrafił ślizgać się po powierzchni wody. Za każdym wyciągnięciem motorówką przez śp. Tadeusza Bochata (był on wuefistą pułkowym) prawie każdy nurkował pod wodą. Pozostający na plaży czy mostku koledzy zaraz krzyczeli: "Falstart" lub: "Zatopiony". W końcu po wielu nieudanych próbach i wielu egzaminach z cierpliwości piloci "dziewiątki" nauczyli się w miarę normalnie ślizgać na nartach wodnych. Wśród nich nie mogło też zabraknąć samego płk pil. Janusza Żywno, który z czasem tak samo jak pozostali nauczył się tej trudnej w owym czasie sztuki narciarstwa wodnego. Wspaniała atmosfera towarzysząca wszystkim na co dzień sprawiała wrażenie beztroski i wakacyjnego wręcz wypoczynku. Piloci potrafili żartować z różnych rzeczy; wiadomo było, kto wiódł w tym prym. Tą osobą był nie kto inny, jak śp. płk pil. Andrzej Leśnik słynący z rożnego rodzaju dowcipów i anegdot. W kolejnym dniu zrelaksowani piloci przystępowali do lotów nie tylko treningowych. Były to z reguły dwa lub trzy wyloty, rano jeden lub dwa i po południu jeden. W trakcie przygotowania do któregoś z pokazów niespodziewanie pogorszyły się warunki atmosferyczne, które siłą rzeczy nie pozwalały na ich wykonywanie. Piloci babidolscy byli w tym czasie przebazowani do Mińska Mazowieckiego na jednym ze zgrupowań. Tam bowiem zostały zorganizowane i zaplanowane na szeroką skalę pokazy lotnicze. Piloci "dziewiątki" zostali zakwaterowani w pewnym dworku koło Mińska Mazowieckiego. W tych ponurych dniach, gdy pogoda nie pozwalała na loty treningowe, w dworku wiało nudą. Podczas takiego monotonnego dnia piloci postanowili trochę się rozejrzeć po całej posesji, na której byli skoszarowani. Wchodząc głębiej do ogrodu, ku wielkiemu zdziwieniu, odkryli, że na jego krańcu znajduje się wiejski sklepik. Jakaż była w tym momencie ich radość na ten widok. W tej sytuacji wszyscy oczywiście zgodnie ruszyli w stronę sklepiku, zakupując tam parę butelek wina, które z czasem opróżnili pod gruszą. Wino zadziałało jak luminal, więc w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak udać się niezwłocznie spać. Ta eskapada niestety jednak się wydała. Następnego dnia z samego rana, kiedy wszyscy jeszcze mocno spali, "trener zespołu" płk pil. Stanisław Mielczarek i prowadzący "dziewiątkę" płk pil. Janusz Żywno weszli do sypialni (wszyscy piloci byli zakwaterowani w jednej, dużej sali) gdzie odbyła się natychmiast żywa rozmowa - trochę służbowa, trochę na stopie koleżeńskiej. W czasie zgrupowania nie było mowy o piciu jakiegokolwiek alkoholu; wodzowie wygłaszali zakazy i nakazy, a piloci swoje bolączki. W chwili dość burzliwej dyskusji kpt. pil. Artur Stępnicki zwany przez kolegów "Nerka", krzyknął donośnym głosem: "Mam dość tego cyrku Olega Popowa". Wspierali go mężnie koledzy z zespołu "Wawa"- kpt. pil. Wacław Polakowski i "Maglar"- por. pil. Ryszard Sieczka. W jednym czasie nastąpiła chwila konsternacji i wybuch śmiechu. Od tej chwili, gdy padały słowa "Cyrk Olega Popowa", było wiadomo, że mowa jest o "dziewiątce" z Babich Dołów. Wino zostało ochrzczone mianem luminalu.
Materiał dedykuję wspaniałym i nieocenionych w swoim fachu pilotom niezapomnianej do dziś "dziewiątki"  z Babich Dołów.

PS. Oleg Popow - rosyjski artysta cyrkowy, akrobata-ekwilibrysta nazywany Słonecznym Klownem.

Tekst Krzysztof Kirschnstein
Zdjęcia z archiwum autora

65
25