Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Przypinanie skrzydeł Ojczyźnie...część 2

Kategoria: Pozostałe wydarzenia Utworzony: 2018-02-27 Autor: Kirschenstein Krzysztof

Wzorem niedawno umieszczonego materiału na łamach naszej strony, o przypinaniu skrzydeł Ojczyźnie, dziś chcę przybliżyć postać jednego z moich serdecznych kolegów, który od wielu lat - popularyzuje na łamach "wysmakowanych" czasopism, krajowych i zagranicznych oraz szeregu książek - "Polskie Skrzydła".

                                            Miłosz Rusiecki - badacz historii lotnictwa.

Z urodzenia i wychowania jest zasiedziałym Toruńskim Piernikiem. Z zawodu natomiast prawnikiem, absolwentem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Lotnictwem interesuję się od niemal półwiecza. Właściwie nic w tym dziwnego, skoro w rodzinnym domu żyła opowieść o Jego dziadku Władysławie Żołnowskim. Był on pilotem wojskowym, przed II wojną światową - służył w 4. Pułku Lotniczym, w czasie wojny - w 304 Dywizjonie Polskich Sił Powietrznych, poległ w misji bojowej w maju 1941 r. Miłosz wychował się na tej legendzie. W wieku lat siedmiu ulubionym kierunkiem spacerów było pobliskie lotnisko. Mając 11 lat rozpoznawał już typy samolotów uczestniczących w międzynarodowych mistrzostwach Polski w akrobacji samolotowej i podziwiał zapierającą dech "lustrzankę" braci Kasperków na ich "Super Kasper Akrobatach". Przeszedł klasyczną drogę od nastolatka wertującego z wypiekami na twarzy "Skrzydlatą Polskę" i czekającego na nową dostawę modeli do Składnicy Harcerskiej do całkiem przyzwoicie orientującego się w tematyce lotniczej pasjonata. Wiedząc, że nie uda mu się związać z lotnictwem zawodowo, zajął się jego historią. Po kilku zakrętach ostatecznie skupił się na śmigłowcach i innych wiropłatach, ale nieobce mu są także inne dziedziny awiacji.

Fotografią lotniczą zajął się dawno, pierwsze zdjęcia starym plastikowym Certo wykonał jeszcze zanim z hangarów najskromniejszego nawet lotniska zdjęto ogromne tablice "Zakaz fotografowania". Tak na dobre wystartował w 1985 r., gdy zakupił bardzo dobry aparat Zenit 12XP, produkcji radzieckiej. Były to czasy ręcznego ustawiania ostrości i parametrów zdjęć i takiegoż przesuwu filmu. Po całym dniu na pokazach miało się odcisk na palcu. W 1991 r. "przesiadł" się na używanego Canona AE1, legendarną "szmaciankę", pierwszy aparat z półautomatycznym ustawianiem parametrów. Służył mu przez kilka lat, zastąpił go dopiero równie świetną lustrzanką EOS 100. Marce Canon pozostałem wierny do dziś.

Paradoksalnie, (bo spora część środowiska lotniczego postrzega Go jako fotografa) nigdy nie uważał fotografii za swoją główną formę więzi z lotnictwem. Przeciwnie - fotografia zawsze jest dla niego jedynie ilustracją. Ważną i potrzebną, ale jednak ilustracją. Jak mi podkreślał - chciał zawsze opowiedzieć całą kryjącą się za zdjęciem historię. Historię statku powietrznego, człowieka, miejsca... Opowiedzieć w formie króciutkiego reportażu czy wielostronicowej monografii. Dlatego od połowy lat 80. ubiegłego wieku publikuję i traktuję te publikacje jako bardziej wartościowe od swoich zdjęć.

A uzbierało się tych publikacji sporo. Licząc tylko z pamięci ma za sobą - jako współautor - 12 książek; jako autor bądź współautor - około 30 opracowań monograficznych oraz sporą liczbę artykułów publikowanych w większości poważnych czasopism polskich z branży lotniczej i wojskowej. Jego materiały ukazywały się też w Brazylii, Czechach, Holandii, Niemczech, Rosji, Szwajcarii, na Ukrainie, na Węgrzech, Wlk. Brytanii i we Włoszech.

Poza tym od wielu lat aktywnie uczestniczy w organizacji pokazów lotniczych. Jestem długoletnim członkiem Polskiego Stowarzyszenia Wiropłatowego i Warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa. Współpracuję z kilkoma placówkami muzealnymi, w szczególności z krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego oraz z brytyjskim Helicopter Museum, największą tego rodzaju placówką w Europie. Wiec jak widać, dorobek Miłosza przedstawia się imponująco. Z rozbrajającą szczerością muszę przyznać, że od początku naszej znajomości byłem niezmiernie podbudowany tym serdecznym stosunkiem do mojej osoby. Mogę z niekłamaną satysfakcją napisać, że jest człowiekiem o przyjacielskim i pogodnym usposobieniu, do tego szczery w pomocy, a współpraca z nim, to prawdziwa przyjemność.


                Krzysztof Kirschenstein

13
4