Równie
efektownym, drugim akcentem uroczystości odbywających się podczas
pokazów lotniczych 7 września 1958 roku był pokaz walki w składzie
pary samolotów Lim-2 nad lotniskiem w Gdańsku - Wrzeszczu z okazji
10-lecia powstania Lotnictwa Marynarki Wojennej. Do tego zadania
dowódca pułku kmdr ppor. pil. Bronisław Siwy wyznaczył
doświadczonego pilota prymusa OSL w Dęblinie - dowódcę I eskadry,
który miał sobie dobrać drugiego pilota. To właśnie z nim miał
wykonać walkę pokazową podczas wyżej wspomnianych uroczystości.
Prowadzącym jest kpt. pil. Zdzisław Ostałowski - dowódca I
eskadry - oraz por. pil. Bazyli Jarmołowicz; obaj piloci od 1953
roku są w 34 PLM MW. Warto od razu zaznaczyć, że w walce tej
samoloty użyły ostrej amunicji bojowej, co w znaczący sposób
miało uatrakcyjnić walkę mimo tego, że na trybunie honorowej
zasiedli m. in. minister obrony narodowej, przedstawiciele władz
państwowych i wojewódzkich itp.
Start samolotów w składzie pary
miał miejsce z lotnis
ka w Babich Dołach - macierzystej jednostki
pilotów wykonujących zadanie. Walkę rozpoczęto przelotem nad
lotniskiem pokazów na małej wysokości i z dużą prędkością, z
przejściem na pionowe wznoszenie do wysokości około 3000 metrów.
Tam nawiązano walkę w locie poziomym w wirażach i zwrotach
bojowych, a następnie z wykorzystaniem figur pilotażu w pionie (
pętla, immelmany, rawersmany, beczki ), oczywiście przestrzegając
zachowania miejsca w powietrzu nad płytą lotniska. Takie działania
miały służyć lepszej obserwacji pola walki pary myśliwców, a
rzecz jasna obserwującymi był zgromadzony i już rozentuzjazmowany
tłum wielbicieli podniebnych akrobacji. Do tego przyzwyczaił ich
pokaz por. Zbigniewa Możdżana. Teraz znowu ten sam tłum
zgromadzony na płycie lotniska delektuje się walką dwóch
wyśmienitych pilotów, którzy ten element opanowali do perfekcji,
gdyż był ćwiczony wiele razy wcześniej i dodatkowo urozmaicany
przez jednego lub drugiego pilota podczas wykonywania kołowej walki.
W ten oto sposób cały ten pojedynek na śmierć i życie wykonywany
bezpośrednio nad tłumem stawał się z sekundy na sekundę coraz
bardziej efektowny, a co za tym idzie piekielnie dynamic
zny.
To
podnosiło niewyobrażalną adrenalinę nie tylko samych pilotów,
albowiem w tej spektakularnej walce dodatkowym ogniwem potęgującym
napięcie był huk rozrywających się pocisków, przed którymi
myśliwy gonił ofiarę, a ta za wszelką cenę próbowała się
ratować. Każdorazowo, kiedy samolot uzbrojony był z przodu przed
pilotem atakującym z pozycji bojowej, miał obowiązek powiadomić
pilota zagrożonego, że jest na pozycji; wówczas, gdy para była
skierowana na morze, dla zachowania bezpieczeństwa zgromadzonej na
ziemi ludności pilot uzbrojony oddawał dłuższą lub krótszą
serię z działka kalibru 23 mm. Widok rozrywających się pocisków
sprawiał wrażenie ostrzelania samolotu z przodu. Po kilku takich
manewrach pilot włączył zawieszone pod skrzydłami przedniego
samolotu dwie bomby dymne, imitując w ten sposób trafienie i
zestrzelenie samolotu. Samolot rzekomo trafiony natychmiast
przechodził w nurkowanie aż do zniknięcia z oczu publiczności.
Wówczas lotem koszącym nad morzem wrócił na macierzyste lotnisko,
natomiast zwycięski pilot, którym był młody por. pil. Bazyli
Jarmołowicz, nie omieszkał zademonstrować przelotu na niskiej
wysokości, wykonując nad publicznością beczkę zwycięstwa oraz
efektowny zwrot bojowy. W ten sposób pożegnał się z
us
atysfakcjonowanymi widzami.
Walka dwóch myśliwców z użyciem
ostrej amunicji wprawiła w osłupienie znowu gen. Stanisława
Popławskiego i zgromadzonych na trybunie honorowej decydentów z
ministrem obrony narodowej na czele. Nagrodą za tak spektakularny
pokaz walki dowódca Lotnictwa MW nakazał nagrodzić kpt. pil.
Zdzisława Ostałowskiego i por. pil. Bazylego Jarmołowicza pochwałą
w rozkazie. Była to zasłużona nagroda za ogromny wysiłek włożony
w przygotowanie tak spektakularnego pokazu. Mimo tak wysoko
zawieszonej poprzeczki udało się pilotom zrealizować wszystkie
postawione zadania. Warto zaznaczyć, że piloci wykonują na co
dzień trudną i odpowiedzialną służbę w obronie polskich granic
na styku lądu, morza i powietrza.
P.S. Powyższy materiał dedykuję kmdr pilotowi Zdzisławowi Ostałowskiemu z wdzięcznością za stałą współpracę i pomoc dotyczącą historii 34 PLM MW oraz życzliwe nastawienie do moich działań.
Tekst
Krzysztof Kirschenstein
Zdjęcia
z archiwum autora



