Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Walka pow. kpt. pil. Zdzisława Ostałowskiego i por. pil. Bazylego Jarmołowicza

Kategoria: Piloci dla reszty świata Utworzony: 2011-07-21 Autor: Kirschenstein Krzysztof

Równie efektownym, drugim akcentem uroczystości odbywających się podczas pokazów lotniczych 7 września 1958 roku był pokaz walki w składzie pary samolotów Lim-2 nad lotniskiem w Gdańsku - Wrzeszczu z okazji 10-lecia powstania Lotnictwa Marynarki Wojennej. Do tego zadania dowódca pułku kmdr ppor. pil. Bronisław Siwy wyznaczył doświadczonego pilota prymusa OSL w Dęblinie - dowódcę I eskadry, który miał sobie dobrać drugiego pilota. To właśnie z nim miał wykonać walkę pokazową podczas wyżej wspomnianych uroczystości. Prowadzącym jest kpt. pil. Zdzisław Ostałowski - dowódca I eskadry - oraz por. pil. Bazyli Jarmołowicz; obaj piloci od 1953 roku są w 34 PLM MW. Warto od razu zaznaczyć, że w walce tej samoloty użyły ostrej amunicji bojowej, co w znaczący sposób miało uatrakcyjnić walkę mimo tego, że na trybunie honorowej zasiedli m. in. minister obrony narodowej, przedstawiciele władz państwowych i wojewódzkich itp.

Start samolotów w składzie pary miał miejsce z lotniska w Babich Dołach - macierzystej jednostki pilotów wykonujących zadanie. Walkę rozpoczęto przelotem nad lotniskiem pokazów na małej wysokości i z dużą prędkością, z przejściem na pionowe wznoszenie do wysokości około 3000 metrów. Tam nawiązano walkę w locie poziomym w wirażach i zwrotach bojowych, a następnie z wykorzystaniem figur pilotażu w pionie ( pętla, immelmany, rawersmany, beczki ), oczywiście przestrzegając zachowania miejsca w powietrzu nad płytą lotniska. Takie działania miały służyć lepszej obserwacji pola walki pary myśliwców, a rzecz jasna obserwującymi był zgromadzony i już rozentuzjazmowany tłum wielbicieli podniebnych akrobacji. Do tego przyzwyczaił ich pokaz por. Zbigniewa Możdżana. Teraz znowu ten sam tłum zgromadzony na płycie lotniska delektuje się walką dwóch wyśmienitych pilotów, którzy ten element opanowali do perfekcji, gdyż był ćwiczony wiele razy wcześniej i dodatkowo urozmaicany przez jednego lub drugiego pilota podczas wykonywania kołowej walki. W ten oto sposób cały ten pojedynek na śmierć i życie wykonywany bezpośrednio nad tłumem stawał się z sekundy na sekundę coraz bardziej efektowny, a co za tym idzie piekielnie dynamiczny.

To podnosiło niewyobrażalną adrenalinę nie tylko samych pilotów, albowiem w tej spektakularnej walce dodatkowym ogniwem potęgującym napięcie był huk rozrywających się pocisków, przed którymi myśliwy gonił ofiarę, a ta za wszelką cenę próbowała się ratować. Każdorazowo, kiedy samolot uzbrojony był z przodu przed pilotem atakującym z pozycji bojowej, miał obowiązek powiadomić pilota zagrożonego, że jest na pozycji; wówczas, gdy para była skierowana na morze, dla zachowania bezpieczeństwa zgromadzonej na ziemi ludności pilot uzbrojony oddawał dłuższą lub krótszą serię z działka kalibru 23 mm. Widok rozrywających się pocisków sprawiał wrażenie ostrzelania samolotu z przodu. Po kilku takich manewrach pilot włączył zawieszone pod skrzydłami przedniego samolotu dwie bomby dymne, imitując w ten sposób trafienie i zestrzelenie samolotu. Samolot rzekomo trafiony natychmiast przechodził w nurkowanie aż do zniknięcia z oczu publiczności. Wówczas lotem koszącym nad morzem wrócił na macierzyste lotnisko, natomiast zwycięski pilot, którym był młody por. pil. Bazyli Jarmołowicz, nie omieszkał zademonstrować przelotu na niskiej wysokości, wykonując nad publicznością beczkę zwycięstwa oraz efektowny zwrot bojowy. W ten sposób pożegnał się z usatysfakcjonowanymi widzami.

Walka dwóch myśliwców z użyciem ostrej amunicji wprawiła w osłupienie znowu gen. Stanisława Popławskiego i zgromadzonych na trybunie honorowej decydentów z ministrem obrony narodowej na czele. Nagrodą za tak spektakularny pokaz walki dowódca Lotnictwa MW nakazał nagrodzić kpt. pil. Zdzisława Ostałowskiego i por. pil. Bazylego Jarmołowicza pochwałą w rozkazie. Była to zasłużona nagroda za ogromny wysiłek włożony w przygotowanie tak spektakularnego pokazu. Mimo tak wysoko zawieszonej poprzeczki udało się pilotom zrealizować wszystkie postawione zadania. Warto zaznaczyć, że piloci wykonują na co dzień trudną i odpowiedzialną służbę w obronie polskich granic na styku lądu, morza i powietrza.

P.S. Powyższy materiał dedykuję kmdr pilotowi Zdzisławowi Ostałowskiemu z wdzięcznością za stałą współpracę i pomoc dotyczącą historii 34 PLM MW oraz życzliwe nastawienie do moich działań.


Tekst Krzysztof Kirschenstein
Zdjęcia z archiwum autora