Piloci
po przeszkoleniu się z samolotów śmigłowych na odrzutowe byli
zadowoleni, gdyż nowocześniejsze maszyny dawały już większe
możliwości. Lotnicy chwalili je np. za start, lądowanie czy sam
już pilotaż. Problematycznym wyjątkiem była skłonność do
wpadania w korkociąg i wyprowadzanie z niego samolotu z dużym
opóźnieniem. Niestety było to ogólnie znaną bolączką,
szczególnie przy wyższym pilotażu i podczas dużych przeciążeń.
W końcu przyszedł czas, że opracowano i ten element ćwiczenia,
czyli owo wyprowadzania samolotu z korkociągu. W lotnictwie
marynarki wojennej wytypowano na początku lat 50 czterech pilotów
jako instruktorów, którzy mieli nauczać pilotów sztuki
wyprowadzania maszyn odrzutowych z korkociągu. W tym czasie
Inspektorem DWL był kpt. pil. Kazimierz Tanana, który wcześniej
wykonał z instruktorami kilka lotów kontrolnych, tym samym dając
możliwość zapoznania kolejnych, uczących się pilotów z
problemami wychodzenia samolotu z korkociągu. W lotnictwie marynarki
wojennej zaszczyt ten spotkał kpt. pil. Romualda Rozmysłowicza i
kpt. pil. dowódcę I eskadry Zdzisława Ostałowskiego. W tym celu
zostały wytypowane do tego ćwiczenia dwa samoloty typu UTMiG-15 "szparki" z 34. PLM MW. Samoloty te były specjalnie
przygotowane co do wyważenia i sprawdz
one pod względem
aerodynamicznym. Zapoznawanie pilotów było poprzedzane szczegółowym
przygotowaniem do lotów i zaliczeniem egzaminu z czynności
wyprowadzenia.
W kolejnych dniach podczas lotów szkolnych, jakie
miały miejsce w godzinach południowych, zaplanowano ćwiczenie, w
którym udział wzięła załoga w składzie por. pil. Innocenty
Szelągowski i kpt. pil. Zdzisław Ostałowski na samolocie UTMiG-15
o numerze burtowym 05. Start odbył się z kursem zasadniczym, a
załoga skierowała się do strefy, nabierając wysokość do 7000
metrów. Na tym pułapie piloci rozpoczęli wytracanie prędkości
do 180 km/h, przy której wprowadzali samolot w korkociąg. Po
wykonaniu półtorej zwitki korkociągu, pilot Innocenty Szelągowski
dał stery na wyprowadzenie, które ku ich zdumieniu nie zareagowały;
samolot kręcił dalej korkociąg. W tym momencie instr. kpt. pil.
Zdzisław Ostałowski podał komendę pilotowi prowadzącemu, że
przejmuje stery, biorąc je na siebie, dając je energicznie na
wyprowadzanie. Samolot przestał kręcić zwitki i po zwiększeniu
prędkości do 350 km/h leciał poziomo, znajdując się na wysokości
900 metrów. Załoga zameldowała o końcu ćwiczenia i wylądowała
na lotnisku. Po skołowaniu na CPPS i sprawdzeniu samolotu z zewnątrz
okazało się, że przyczyną takiego rozwoju wypadków był
łuskozbieracz, którego wcześniej nie zdemontowano, a który był
założony na poprzedni lot przez służbę uzbrojenia. To właśnie
prawdopodobnie było przyczyną zmiany geometrii samolotu podczas
próby wyprowadzani
a go z korkociągu.
Niestety
nie wszystkim pilotom udawało się opanować manewr wychodzenia i
ujarzmiania samolotu, aby móc szczęśliwie zakończyć ten trudny w
tym czasie do wyuczenia element figury na samolotach odrzutowych typu
Lim. Potwierdziły to niestety szczątki rozbitego samolotu Lim-2,
który uległ katastrofie niedaleko Radomia 9 marca 1959 roku. Młody
por. pil. Marian Suliga wprowadził swojego Lima-2 w płaski
korkociąg, z którego nie zdołał już go wyprowadzić. Poniósł w
wypadku śmierć na miejscu.
Tekst
Krzysztof Kirschenstein
Zdjęcia
z archiwum autora




