Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Sztuka treningu to sztuka przeżycia

Kategoria: Katastrofy i incydenty Utworzony: 2011-10-29 Autor: Kirschenstein Krzysztof

Piloci po przeszkoleniu się z samolotów śmigłowych na odrzutowe byli zadowoleni, gdyż nowocześniejsze maszyny dawały już większe możliwości. Lotnicy chwalili je np. za start, lądowanie czy sam już pilotaż. Problematycznym wyjątkiem była skłonność do wpadania w korkociąg i wyprowadzanie z niego samolotu z dużym opóźnieniem. Niestety było to ogólnie znaną bolączką, szczególnie przy wyższym pilotażu i podczas dużych przeciążeń. W końcu przyszedł czas, że opracowano i ten element ćwiczenia, czyli owo wyprowadzania samolotu z korkociągu. W lotnictwie marynarki wojennej wytypowano na początku lat 50 czterech pilotów jako instruktorów, którzy mieli nauczać pilotów sztuki wyprowadzania maszyn odrzutowych z korkociągu. W tym czasie Inspektorem DWL był kpt. pil. Kazimierz Tanana, który wcześniej wykonał z instruktorami kilka lotów kontrolnych, tym samym dając możliwość zapoznania kolejnych, uczących się pilotów z problemami wychodzenia samolotu z korkociągu. W lotnictwie marynarki wojennej zaszczyt ten spotkał kpt. pil. Romualda Rozmysłowicza i kpt. pil. dowódcę I eskadry Zdzisława Ostałowskiego. W tym celu zostały wytypowane do tego ćwiczenia dwa samoloty typu UTMiG-15 "szparki" z 34. PLM MW. Samoloty te były specjalnie przygotowane co do wyważenia i sprawdzone pod względem aerodynamicznym. Zapoznawanie pilotów było poprzedzane szczegółowym przygotowaniem do lotów i zaliczeniem egzaminu z czynności wyprowadzenia.

W kolejnych dniach podczas lotów szkolnych, jakie miały miejsce w godzinach południowych, zaplanowano ćwiczenie, w którym udział wzięła załoga w składzie por. pil. Innocenty Szelągowski i kpt. pil. Zdzisław Ostałowski na samolocie UTMiG-15 o numerze burtowym 05. Start odbył się z kursem zasadniczym, a załoga skierowała się do strefy, nabierając wysokość do 7000 metrów. Na tym pułapie piloci rozpoczęli wytracanie prędkości do 180 km/h, przy której wprowadzali samolot w korkociąg. Po wykonaniu półtorej zwitki korkociągu, pilot Innocenty Szelągowski dał stery na wyprowadzenie, które ku ich zdumieniu nie zareagowały; samolot kręcił dalej korkociąg. W tym momencie instr. kpt. pil. Zdzisław Ostałowski podał komendę pilotowi prowadzącemu, że przejmuje stery, biorąc je na siebie, dając je energicznie na wyprowadzanie. Samolot przestał kręcić zwitki i po zwiększeniu prędkości do 350 km/h leciał poziomo, znajdując się na wysokości 900 metrów. Załoga zameldowała o końcu ćwiczenia i wylądowała na lotnisku. Po skołowaniu na CPPS i sprawdzeniu samolotu z zewnątrz okazało się, że przyczyną takiego rozwoju wypadków był łuskozbieracz, którego wcześniej nie zdemontowano, a który był założony na poprzedni lot przez służbę uzbrojenia. To właśnie prawdopodobnie było przyczyną zmiany geometrii samolotu podczas próby wyprowadzania go z korkociągu.
Niestety nie wszystkim pilotom udawało się opanować manewr wychodzenia i ujarzmiania samolotu, aby móc szczęśliwie zakończyć ten trudny w tym czasie do wyuczenia element figury na samolotach odrzutowych typu Lim. Potwierdziły to niestety szczątki rozbitego samolotu Lim-2, który uległ katastrofie niedaleko Radomia 9 marca 1959 roku. Młody por. pil. Marian Suliga wprowadził swojego Lima-2 w płaski korkociąg, z którego nie zdołał już go wyprowadzić. Poniósł w wypadku śmierć na miejscu.


Tekst Krzysztof Kirschenstein

Zdjęcia z archiwum autora