W
dniu 27 lipca 1981 roku podczas wykonywania dzienno-nocnych lotów
dowództwo 34 pułku wraz z przybyłym z 2. KOPK Szefem Oddziału
Wojsk Lotniczych płk dypl. pil. Henrykiem Pietrzakiem, zaplanowało
na ten dzień zadania z wykorzystaniem przyspieszaczy rakietowych na
samolotach MiG-21bis, które pułk w tym okresie użytkował.
Celem
tego ćwiczenia było wykorzystanie ładunków prochowych w
przyspieszaczach startowych typu SPRD-1, które w tym czasie
wychodziły z terminu ważności. Wśród wyższej kadry wykonujących
tego dnia niecodzienne zadania, na których przede wszystkim start
przy użyciu przyspieszaczy SPRD-1 budził u wszystkich wiele emocji
dostarczając nie tylko samym pilotom, ale i całemu personelowi
lotniczemu zgromadzonemu na lotnisku niesamowitych wrażeń podczas
wykonywania już samych startów. Wśród wytypowanej wyższej kadry
34. PLM byli: ppłk dypl. pil. Jerzy Pacześniak, ppłk pil. Aleksy
Antoniewicz, mjr pil. Leopold Stachowski, mjr pil. Edmund Osicki
oraz nadzorujący i wykonujący tego dnia również loty płk dypl.
pil. Henryk Pietrzak. Wydzielone samoloty do tego zadania zostały
dokładnie sprawdzone i przygotowane już dzień wcześniej.
Następnego dnia zostały one przyholowane na CPPS, który znajdował
się na pomocniczym pasie startowym nazywanym do dziś potocznie "czarnym pasem". Zakładaniem pod samolot przyspieszaczy
SPRD-1 zajmowali się w tym d
niu: dowódca klucza II eskadry chor.
Jerzy Chałuszczak, uzbrojeniec II eskadry sierż. Zygmunt Otolski
oraz plutonowy Andrzej Kuśmierczak. Nadzorował to wszystko inżynier
uzbrojenia kpt. Knych. Pułk w tym dniu wykonywał
loty szkolne, a po ich zakończeniu w/w piloci zapoznawali się na
domku pilota z procedurami startowymi omawiając je z płk Henrykiem
Pietrzakiem. Kiedy samolot z przyspieszaczami zakołował na tzw KS -
kontrola startowa ( technicy ) sprawdzający po raz ostatni samolot
przed starem włączali wtyczki elektryczne. Tak po latach wspomina
tamten dzień mjr rez. Henryk Gniech w tamtym czasie kpt. dowódca
klucza eksploatacji osprzętu lotniczego - "Nigdy nie
przypuszczałem, że obsługując samoloty MiG-21 tylko jeden raz
obejrzę ich start z przyśpieszaczami. Teoretycznie wszystko
było opanowane i sprawdzone.
To bardzo prosta instalacja
elektryczna, a praca całego układu zależy praktycznie od pilota.
Do tej pory nie wiem dlaczego przełożeni tak długo czekali z tym
startem. Czy program szkolenia takich startów nie przewidywał? Tego
to nie wiem. Prawdopodobnie zbliżał się termin ważności ładunku
prochowego w przyśpieszaczach i dlatego zdecydowano się na ich
użycie. Wytypowano grupę pilotów do wykonania tego zadania. Sami
starzy! Z obecnego punktu widzenia dziwiło mnie dlaczego nie było
tam młodzieży. Widocznie nie znałem mechanizmów typowania do tych
startów, być może w tym czasie młodzież jeszcze nie spełniała
wymaganych warunków do wykonania takiego zadania. Wytypowano loty
dzienno-nocne. Fajnie, bo dobrze jest widzieć efekt swojej roboty na
lotnisku. Oglądałem wszystkie starty, które były wykonywane z
kursem 316 na miejscowość Gdynia-Kosakowo. Robiły wrażenie! Jak
zawsze, miałem "swoją" grupę pilotów którzy zawsze
startowali efektownie. Wśród nich był Alek - ppłk Aleksy
Antoniewicz. Dla niego każdy start zawierał w sobie coś co
przyciągało wzrok. Rozbieg, przytrzymanie na małej i przy końcu
pasa strzała w górę! Taki zanikający punkt w przestworzach.
Patrzyliśmy i łzy od wiatru i słońca płynęły wszystkim z oczu.
To część tej romantyki. Prawdę mówiąc, podczas pierwszego
startu zawiodłem się!
Widocznie przebiegał on zgodnie z
założeniami teoretycznymi, a one nigdy nie były romantyczne.
Bowiem jeszcze przed połową pasa ziejący ogniem samolot był
wysoko w powietrzu. Pozostał tylko charakterystyczny swąd dymu.
Wydawało się, że i hałas jakby się spotęgował. Mimo wszystko
lekki niesmak pozostał. Zrzut pustych przyśpieszaczy przypominał
już końcowej czynności. Oglądałem samolot po wylądowaniu.
Kadłub osmolony był dość mocno. Mimo że dysza przyśpieszacza
była skierowana lekko w bok od kadłuba. Po pierwszym wylocie piloci
mieli wymianę zdań między sobą na "Domku Pilota". Z Alkiem
spotkaliśmy się w bufecie. Na jego pytanie: no jak? pokręciłem
przecząco głową. My wiedzieliśmy od razu co to znaczy! Kolejny
start nie pozostawił złudzeń. Na lotnisku już lekko się
ściemniło. Tym razem zajęliśmy taką pozycję na płycie
lotniska, aby wszystko dokładnie widzieć. I to było to !!!
Ryczący-ognisty punkt tym razem startował trochę inaczej, z
krótkim przytrzymaniem nad pasem. Wystrzelił pionowo w górę i
leciał i leciał. Przyśpieszacze już dawno wypaliły się, a my
staliśmy jak wryci. Chyba nie zaszkodzę sobie wśród innych
pilotów, ale w tamtym czasie tylko Alek tak startował !!!
Nie
wiem jak się czuł. Wiem tylko, że musiało mocno wciskać go w
fotel. To przeciążenie było potwornie niszczące dla organizmu!
Ale on miał wytrenowany organizm. Nawet nie oglądałem już zrzutu
przyśpieszaczy. Szkoda, że nie robiłem wtedy zdjęć. Jak zakaz to
zakaz. Teraz to co innego. Po przykołowaniu na CPPS i otwarciu
wiatrochronu stanął na fotelu i woła: Technik do mnie! Odczytaj
wskazania na wskaźniku przeciążeń. Technik czyta 10 !!! Powtórz!
10 !!! No wiadomo! Mój idol stanął na wysokości zadania.
Zadziałała ta romantyka, która innym nie z tej branży wydaję się
mało znacząca. Te loty zapamiętał każdy, który był obecny na
nich. Bo jak zapomnieć dzień który wydarzył się tylko raz na 30
lat!". Z kolei st. chor. Janusz Jezierski technik samolotów
bojowych z Babich Dołów, przyznał jednoznacznie, że ppłk
Antoniewicz wystartował najefektowniej! "Alek podczas startu
włączył dopalanie pełne, ponadto dopalanie nadzwyczajne tzw. "CzR" i przyspieszacze, i to było to co powiedział wcześniej
kolega Heniu Gniech. Efekt podczas tego startu był po prostu
niesamowity!, szybko uniosło się
przednie kółko, a po chwili cały
samolot, którzy szedł na przytrzymaniu, wystrzeliwując po chwili w
górę z ostrym skrętem niczym rakieta. Gdy pilot osiągnął ok.
100 metrów wysokości, SPRD zgasły i wtedy zostały odrzucone tak,
aby nie uszkodziły pasa. Inni piloci tego dnia startowali podobnie,
ale nie już tak dynamicznie". Dziś, kiedy mam przyjemność
spotykać się z pilotami i technikami służącymi przecież niegdyś
w jednym z najlepszych pułków w kraju, odpowiadają mi zawsze to
samo, że oni wykonywali tylko swoją prace. Dziś warto wracać
wspomnieniami do tych lat, kiedy mieliśmy jeszcze prawdziwe
lotnictwo i wspaniały personel lotniczy obdarzony bez wątpienia
duszą romantyzmu, którego zawsze zazdrościli nam wszyscy spoza
granic kraju.
Ps. CzR - "czieriezwyczajny rieżim" (
zakres nadzwyczajny ). Jest to drugi termin stanu pracy dopalania
silnika. Sygnalizuje go lampka "wtoroj forsaż" czyli
drugie dopalanie, dodatkowe obroty wirnika wzrastały do wartości
102,5%. Skutek pracy tego zakresu był taki, że silnik uzyskiwał
wartość ciągu gdzie stosunek tej siły ciągu do masy samolotu
wynosił powyżej 1.
Oznacza to tyle, że w locie pionowym
nabierał samolot prędkości. Ciąg silnika wynosił około 9800
kg.
Główną wadą było ogromne zużycie paliwa - 7,1 l/sek.
Aby
sprostać zapotrzebowaniu silnika na paliwo w tym zakresie pracy,
zamontowano dodatkową pompę paliwową i regulator tej pompy, która
to przestawiała się na max. Ciekawostką jest fakt, że zakres ten działał tylko do wysokości
około 4000 metrów. Po osiągnięciu tej wysokości CzR samoczynnie
się wyłączał.
Przy pełnym dopalaniu ( pierwyj forsaż )
spalanie paliwa na samolocie MiG-21bis wynosiło około 2,25
l/sek.
Przy wykorzystaniu możliwości włączenia CzR pilot mógł
m.in. szybciej wystartować. Inne pozytywne właściwości włączenia
tego zakresu ( niestety kosztem paliwa ) dawały się zauważyć
podczas przechwycenia. Start to przede wszystkim niesamowity efekt
dla obserwujących .
Jeśli ktoś potrafił wytrzymać panujące
wówczas przeciążenie, to sam start był piorunujący. Niewielu to
potrafiło.
Ppłk Antoniewicz tak potrafił !!!
Dziękuje
Panu mjr rez. Henrykowi Gniechowi za pomoc w zrealizowaniu tego
materiału.
Tekst Krzysztof Kirschenstein
zdjęcia z
archiwum autora






