Czasy
tzw. "zimnej wojny" dawno już minęły. Udział w programie i
ćwiczeniach "Partnerstwo dla Pokoju" polskich jednostek
wojskowych, w tym jednostek lotniczych Sił Powietrznych i Marynarki
Wojennej RP, rozpoczęły się dużo, dużo wcześniej, przybierając
różne formy aktywności. Współpraca ta miała zaowocować
przystąpieniem naszego kraju do struktur bloku militarnego - Paktu
Północnoatlantyckiego - NATO. Na słynne babidol
skie lotnisko(w
procedurach formalnych znane jako Gdynia-Oksywie-EPOK)
już z początkiem lat 90 rozpoczęły się wizyty zachodnich
mocarstw z lądowaniem śmigłowców czy samolotów z różnych
krajów zachodnich min. z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch,
Stanów Zjednoczonych i Szwecji. Jednakże to lotnictwo Niemiec było
najczęstszym "Vip-em" babidolskiego lotniska. Statki powietrzne
typu C-160 Transal, Atlantic-2, Tornado czy śmigłowce zaowocowały
w późniejszym czasie bliższą współpracę pomiędzy bazą MGF 2,
a 1. Puckim Dywizjonem Lotnictwa MW, gdzie rozpoczęto wizyty na
lotniskach stacjonowania tych jednostek w Gdyni, a później w 1998
roku w Eggebek (ETME).
Lotnicy morscy z Niemiec do polski przylatywali z reguły na swoich
czterech bojowych samolotach Tornado w towarzystwie transportowego
Transala, który na pokładzie przewoził sprzęt do obsługi tych
maszyn, personel techniczny oraz pozostałe osoby do obsługi wizyty
dla zabezpieczenia nawigatorskiego i kierowania lotami z wieży. Językiem do kontaktów roboczych na odprawach i spotkaniach
oficjalnych był język angielski, który był u nas od kilku lat
dopiero wprowadzany do nauki podstaw językowych, ale zawsze obecni
byli z obu stron wyznaczeni najlepsi tłumacze.
Postawienie zadań na
loty odbywało się z odpowiednim wyprzedzeniem dobowym z udziałem
wszystkich służb i osób funkcyjnych na loty, natomiast w dniu
lotów - po lotniczym rozpoznaniu pogody, odbywały się bezpośrednie
wskazówki na loty w domku pilota na sali odpraw lub na płycie
stoisk samol
otów tzw. CPPS-ie z dowództwem i całym stanem osobowym
lotów. Na bazie tych doświadczeń można było zaobserwować
odmienność w procesach zachodnich procedur organizacji lotów, co w
nie dalekiej przyszłości miało i do nas zawitać. Po zmianach w
stosownych przepisach o organizacji lotów i przestrzeni powietrznej - stało się to faktem praktykowanym do dzisiaj, a początki "otwartego nieba", zawsze były i są ciekawostką, a zarazem
sensacją dla każdej ze stron. Wzajemne zdobyte doświadczenia
lotnicze pilotów, nawigatorów, techników i inżynierów oraz wielu
innych specjalistów na lotniskach bazowania,
przyczyniło się do łagodniejszego przejścia nam w tzw. procedury
lotnicze stosowane w NATO oraz procedur obowiązujących w
Europejskiej przestrzeni powietrznej. Jest poniedziałek,
6 lipca 1998 roku około godz. 11.00 nad
lotnisko Babie Doły przyleciały trzy samoloty Panavia Tornado o nr
bocznych: 4550,4559,4568 z 2. Skrzydła Lotnictwa Morskiego
stacjonującego w bazie lotniczej Eggebek.
Niemieccy piloci w bardzo
efektownym przelocie rozpuścili
szyk nad głównym pasem startowym, aby w 30-sekundowych odstępach
zaprezentować efektowne lądowanie ze skróconym dobiegie
m, używając
odwracaczy ciągu 2-uch turboodrzutowych silników. Czwarty samolot o
nr 4611 - ze względu na zaistniałą usterkę techniczną doleciał
do Gdyni po trzech godzinach. Oprócz dodatkowych zbiorników
paliwa tradycyjnie podczepionych pod skrzydłami, samoloty Tornado
miały zamocowane pod kadłubem specjalne zasobniki z bagażami
pilotów. Gości na Centralnej Płaszczyźnie Postojowej Samolotów
(CPPS) powitał zastępca dowódcy 1. DLMW kmdr ppor. pil. Czesław
Bielawski. Korzystając z wolnego czasu, późnym popołudniem
niemiecki personel lotniczy zwiedził urocze o tej porze Trójmiasto,
zapoznając się oczywiście wcześniej z historią jednostki.
Tradycyjnie wieczorem polscy piloci zorganizowali wspólną kolację,
przy której każdy z każdym mógł zamienić choć parę słów czy
gestów. Zwykle takie kolacje kończyły się bardzo późno co
jednak w niczym nie przeszkadzało w następnym dniu załogom
wykonywać
swoje zadania.
Wczesnym rankiem lotnikom niemieckim i babidolskim
postawione zostały pierwsze zadania dotyczące zaplanowanych ćwiczeń
-
misji. Tymczasem technicy obu
stron dokonywali starannie przeglądu obsługiwanych przez siebie
maszyn, niespodziankę sprawiła TS-11 Iskra z 3. Dywizjonu
Lotniczego MW, która, przelatując niespodziewanie lotem koszącym
nad płytą postojową lotniska, wprawiła w zdumienie niemieckich
gości. Około godz. 8.30 tradycyjnie dokonano oblotu pogody na
samolocie MiG-21UM, który pilotował kmdr ppor. pil. Andrzej
Szczotka. Jak przystało na
starą, polską tradycję, powrót z
oblotu zakończony został efektownym "kosiakiem", ale tym razem
nad domkiem pilota, gdzie przebywali już przed odprawą przedlotową
niczego nieświadomi piloci niemieccy. Potężny huk dopalacza
nisko przelatującego myśliwca spowodował podniesienie się kurzu z
dachu i zamieszanie niemal całego personelu lotniczego zgromadzonego
przy
domku pilota. Na taki przelot mogą sobie pozwolić tylko najlepsi, a
do tych bez wątpienia należał kmdr Szczotka.
Po wylądowaniu samolotu z LRP na CPPS-sie w jednym dwuszeregu na przedlotowej odprawie stali niemieccy, polscy piloci, inżynierowie, technicy oraz służby zabezpieczenia i kierowania lotami. Zebranych powitał kmdr dypl. pil. Roman Morawiec - szef szkolenia i zastępca dowódcy Brygady Lotnictwa MW. Po krótkim i rzeczowym powitaniu odprawa przedlotowa przebiegała już w normalnym, wojskowo-lotniczym trybie, ale jeszcze z tłumaczami, gdyż nie wszyscy z obecnych na bezpośrednich wskazówkach przedlotowych - jak że ważnych pod względem organizacji i bezpieczeństwa lotów - znali już język angielski.
Dowódca dywizjonu, kmdr por. pil. Stanisław
Pietraszkiewicz potwierdził wraz z Kierownikiem
Lotów - kmdr ppor. pil. Piotrem Budzińskim zaplanowany w tablicy
wariant lotów. Następnie głos zabrał Dyżurny Meteorolog Lotniska
- uściślając warunki pogody w rejonie planowanych lotów, a
Dyżurny Nawigator Lotów - podał dokładny czas, lotniska
zapasowe i dane potwierdzone przez ruch lotniczy - wysokości tras i
przydzielone strefy. Dowódca Stanowiska Dowodzenia kpt. nawig. Jan
Gronda zameldował gotowość Stanow
iska Kierowania - wieży i GPN-u
oraz personel nawigatorski do zabezpieczenia lotów.
Polscy i niemieccy piloci mieli za zadanie przeprowadzić serię
lotów na samolotach MiG-21bis oraz Tornado. Podczas wspólnych
ćwiczeń - misji, załogi miały doskonalić elementy walki powietrznej oraz
ataki na cele nawodne.
Wspólne loty rozpoczęły się równo o godz. 10:00. W powietrze
wzbiły się najpierw dwie pary samolotów MiG-21bis uzbrojone
tradycyjnie w pociski szkolne UZR-60 do rejestracji odpalenia rakiet
oraz fotokarabin SSz-45 do rejestracji wyników
strzelania z działka
pokładowego. Chwilę
po MiG-ach wystartowały cztery
samoloty Tornado, aby po paru minutach spotkać się w rejonie
zbiórki dwóch kluczy. W polskiej przestrzeni powietrznej spotkały
się polskie i niemieckie samoloty bojowe,
a piloci, choć dziś przyjaźnie nastawieni, nie kryli przed sobą
pewnej rezerwy wynikającej ze stereotypowego myślenia kategoriami
historycznymi, gdyż krzyże na kadłubach samolotów kojarzyły im
się nie najlepiej.
Pierwsze wyloty obejmowały zapoznanie się z
praktycznym rejonem lotów lotniska
bazowania i lotnisk zapasowych. W
składzie kluczy
mieszanych grup Tornad i MiG-21bis na małych wysokościach ok. 600
metrów. Oblatywano strefy pilotażu 467, 468, 469, 470. Kolejne
wyloty to już ćwiczenia w powietrzugdzierozgorzała się walka na dobre. Dwa
samoloty Tornado na jeden o dziwo samolot MiG-21bis, który wykonywał
element szkolenia bojowego - lot na przechwycenie. Już po
pierwszym dniu wspólnych lotów można było zauważyć, że
niemieccy piloci mają duże problemy z przechwyceniem słynnych "ołówków". Tak po latach wspomina swoją walkę z Tornado kmdr
ppor. pil. Wojciech Łagódka: "Niemieccy
piloci nie ukrywali zaskoczenia takim wynikiem. Nie przypuszczali, że
jeden MiG-21
bis może być tak trudnym przeciwnikiem, a nawet zyskać
nad nimi przewagę. Jednak najbardziej zdruzgotani byli, gdy
powiedziałem im, że włączyłem stację radiolokacyjną tylko po
to, aby zmusić ich do manewru takiego, jakiego oczekiwałem, a oni
nieświadomie spełnili moje oczekiwania. Drugie starcie również
zaliczyli na moją korzyść, ponieważ ani razu nie mieli nawet
możliwości prowadzenia ognia".
W ciągu dnia ćwiczono elementy walk kołowych w strefach jak i nad samym lotniskiem, gdzie wykonywano zbiórki w szyku, przeloty na małej wysokości, wraz z rozpuszczeniem nad punktem, zajściem do lądowania z krótkiej prostej oraz precyzyjnym podejściem do lądowania z długiej prostej, aby sprawdzić nasz precyzyjny RSL. Na TWR - wieży podczas lotów mieszanych na lotnisku Babie Doły czy później w bazie Eggebek zawsze był przedstawiciel Gości z odpowiednimi uprawnieniami, aby w języku własnym podpowiedzieć co trzeba.
W
kolejnym wylocie mocno zażenowani takim obrotem sprawy piloci
niemieccy kazali swoim technikom zdjąć podskrzydłowe zbiorniki,
licząc na to, że ich maszyny będą już zdecydowanie bardziej
manewrowe. Niestety pomysł ten, jak się później okazało, nie
przyniósł pożądanego rezultatu! Górą znowu były babidolslkie "ołówki", w których zasiadali piloci promocji 82 i 86, czyli
krótko mówiąc, uczniowie słynnej "gwardyjskiej instruk
torki"
od Antoniewicza, Piecha, Pacześniaka, Sadowskiego, Pazura do
Stachowskiego. Oczywiście nie mogło w tych lotach zabraknąć
samego dowódcy 1 Dywizjonu Lotnictwa MW kmdr por. pil. Stanisława
Pietraszkiewicza, który, latając w parze z kmdr ppor. pil.
Wiesławem Krawczykiem, tworzyli w powietrzu iście brawurowy duet,
wygrywając swoje pojedynki. Wszystkie walki, jakie przeprowadzali
nasi piloci, dodawały im coraz większej pewności, satysfakcji i
dumy, że poczciwy Mig-21bis pomimo prawie już 30-letniego stażu w
babidolskiej jednostce i niezbyt nowoczesnego wyposażenia wciąż
okazywał się doskonałym przeciwnikiem, trudnym do pokonania
i zdolnym do wykonania skrytego podejścia.
W kolejnym dniu ćwiczeń
najpierw wykonywano loty na przechwycenie z użyciem po raz kolejny
szkolnych wersji rakiet bojowych zwanych popularnie "pisakami".
Przeprowadzono także ataki na cele naziemne, w których nasze "ołówki" odgrywały tym razem rolę osłony szturmowych
samolotów Panavia Tornado. Tak po latach swoje loty z niemieckimi
pilotami wspomina kmdr pil. rez. Sławomir Olczyk "Loty
na poligon to raz oni prowadzili i pokazywali swoje manewry, a innym
razem my prowadziliśmy. Zaskoczeniem było dla nich nasza dokładność
wyjścia na cel w czasie i miejscu przy niezbyt dobrej widzialności.
Nasze "migusie" nawigowały tylko kursem i czasem, biorąc
poprawki na wiatr. Raz prowadziłem ugrupowanie klucza (troszkę
powiększonego) bo 2 MiG-21bis i 3 samoloty Tornado. Trasa była
obliczona na100
km w morze na północ, a potem wyjście na Stilo i dolot na poligon
Strzepcz. Widzialność była nie większa nisz 6 km. Wyprowadziłem
grupę dokładnie na Stilo i potem na poligon. Po loci
e jeden
niemiaszek podszedł do mojej kabiny i spytał się jakiej nawigacji
używałem, że tak dokładnie wyszedłem...a tu tylko busola i
zegarek, troszkę był zaskoczony, ale pokiwał z uznaniem... nie
wspomniałem, że cały lot nad morzem odbył się na wysokości lotu
koszącego (albo jeszcze niżej). Niemieccy piloci generalnie
trzymali troszkę większe wysokości, ale to chyba wynikało z ich
niemieckiej natury przestrzegania rygorystycznie przepisów. Z
kolei przy
lotach w szyku niemieckie Tornada pokazywały pilotom polskim swoją
taktykę lotów (w dużej odległości od siebie), co dawało lepszą
możliwość obserwacji i manewrowania. I było to całkiem
uzasadnione... tylko, że oni mogli sobie na to pozwolić mając na
pokładzie lepsze wyposażenie radiolokacyjne... po prostu mogli
obserwować się na wzajem na radarze... no i nie zapominajmy, że w
drugiej kabinie siedział nawigator, który nie zaprzątał sobie
głowy techniką pilotażu co podwyższało załodze komfort lotu".
Po południu loty stały się jeszcze bardziej atrakcyjne, kiedy w
kabinie samolotu Tornado zasiedli dowódca dywizjonu kmdr por. pil.
Stanisław Pietraszkiewicz i kmdr ppor. pil. Michael Aberle, zaś
obok w szkolno-bojowych MiG-21UM zajęli miejsca: kmdr ppor. pil.
Wiesław Krawczyk i kpt. nawig. Frank Reimers oraz kmdr ppor. pil.
Czesław Bielawski i kmdr por. pil. Herberth Kauth. Pozostali piloci
niemieccy: Michael Schock i Peter Lamperecht późnym popołudniem
skorzystali z poczciwej Iskry, którą pilotowali znowu dwaj świetni
piloci promocji 82 - kmdr ppor. pil. Czesław Bielawski i kmdr ppo
r.
pil. Wiesław Krawczyk. Loty udały się znakomicie. Niemcy chwalili
przede wszystkim zwrotność naszych "ołówków" - na "szparkach" przeciążenie dochodziło nawet do 8g. Nic w tym
dziwnego, skoro sam kmdr Krawczyk (słynący z brawurowego latania)
wiozący w drugiej kabinie kpt. Reimersa przeleciał kilka metrów
nad drogą startową, by po chwili niewiele wyżej powtórzyć wyczyn
w locie plecowym! Tak atrakcyjnie wyglądających "kosiaków" i
efektownych, wspólnych przelotów było w tych dniach więcej.
Niemieccy piloci również starali się, jak mogli, lecz daleko im
było do tak efektownych przelotów.
W trakcie ostatniego dnia ćwiczeń nad lotniskiem piloci pięknie przedefilowali ósemką samolotów. Przelot czterech Tornad i czterech MiG-ów był jakby swoistym zadośćuczynieniem za nieobecność niemieckich pilotów na Air Show, które miały miejsce w lipcu 1998 na Babich Dołach. Pogoda podczas tych trzech dni ćwiczeń nie rozpieszczała (raz słońce, raz deszcz), jednak mimo tak zmiennej aury przysparzała ona lotom mnóstwo atrakcji. Tornada podczas dobiegu na mokrej drodze startowej dosłownie kryły się w obłokach pary po wykorzystywaniu odwracaczy ciągu, które znacznie skracały drogę hamowania. Było to bardzo widowiskowe. Dla mnie i dla kilku pasjonatów lotnictwa , którzy akredytowali się w tym czasie na te wspólne loty, była to niewątpliwie chwila relaksu, przyjemności i dobrej zabawy spędzona w ciekawym i doborowym towarzystwie. Nie zabrakło wtedy wspaniałej atmosfery połączonej z niezwykłym humorem zarówno z jednej, jak i drugiej strony.
Krzątając się między samolotami na Centralnej
Płaszczyźnie Postoju Samolotów (CPPS), można było z łatwością
wsłuchać się w rozmowy pilotów i techników niemieckich. Od razu
dało się wyczuć wrażenie, że warunki, jakie im stworzono na
terenie lotniska, były wyśmienite. W samych superlatywach
wypowiadali się oni o infrastrukturze lotniska, możliwościach
wykonywania lotów praktycznie na terenie całego, północnego
obszaru kraju i
środkowego Bałtyku.
Niemcy podkreślali też naszą polską gościnność. Ćwiczenia
dobiegały końca i tylko gdzieś w sercu pozostał żal, że trzeba
było siłą rzeczy opuszczać gościnnyteren
Trójmiasta, a tym samym babidolskie
lotnisko,
pozostawiając na twarzy skryty uśmiech i niekłamany entuzjazm, ale
z nadzieją na kolejne, przyszłoroczne ćwiczenia, które obie
strony już sobie zadeklarowały. W piątek około godz. 11.15 cała
czwórka pojedynczo wystartowała z kursem 136, aby z
prawym kręgiem
na Zatoce Gdańskiej zawrócić i lotem koszącym pożegnać się z
gospodarzami
i pięknie położonym lotniskiem w Gdyni - Babich Dołach , które
przez te 5 dni było im wyjątkowo gościnne. Dziś
z perspektywy czasu mogę śmiało napisać, że każdy dzień
spędzony w tym okresie na lotnisku Babie Doły wśród wielu
przyjaciół i kolegów był niewątpliwie wspaniałym doznaniem
nieuchwytnego już dziś klimatu i niezapomnianych przeżyć, za
które serdecznie im wszystkim dziękuję.
Ps. Dziękuje moim serdecznym kolegom Sławkowi Olczykowi i Jankowi Grondzie za pomoc przy zrealizowaniu tego materiału.
c.d.n.
Tekst Krzysztof Kirschenstein
zdjęcia Adam Szulczewski i autor


















