Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Bałtyckie skrzydła - spadkobiercy wspaniałych tradycji

Kategoria: Piloci Polskich Sił Powietrznych Utworzony: 2012-02-24 Autor: Kirschenstein Krzysztof

28 lutego 1948 roku rozkazem ministra obrony narodowej nr 30 powołano pierwszą bojową jednostkę lotnictwa morskiego-eskadrę lotnictwa Marynarki Wojennej. Na to stanowisko został wyznaczony zasłużony pilot kmdr por. Aleksander Majewski, który był wychowankiem i oficerem przedwojennej szkoły lotniczej. W czasie wojny na Zachodzie latał w angielskim Dywizjonie Obrony Wybrzeża. Był nie tylko dla pilotów autorytetem i wychowawcą, ale przede wszystkim starszym, przedwojennym oficerem kontynuującym tradycję lotnictwa polskiego. Był wymagającym dowódcą, jednocześnie też przyjaznym i wyrozumiałym w stosunku do podwładnych. Stosował zachodni styl dowodzenia. W tym trudnym okresie rozpoczęły się pierwsze miesiące przygotowania zaplecza technicznego, kompletowania sprzętu, doprowadzania do stanu użytku zdewastowanych lotnisk z całą jej infrastrukturą oraz kompletowania personelu latającego i naziemnego. Już w 1950 roku lotnictwo morskie prezentowane jest społeczeństwu na paradzie lotniczej w Warszawie.

Można śmiało napisać, że od tego momentu rozpoczyna się jego droga pełna sukcesów. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że lotnictwo morskie sięga zdecydowanie wcześniejszego okresu, bo już na początku XX wieku polscy piloci zaczęli latać na wodnosamolotach. Prekursorem tej odmiany lotnictwa był inż. Adolf Warchołowski. Pisząc dziś o historii lotnictwa morskiego, nie sposób zapomnieć o światowej sławy pilocie inż. Janie Nagórskim. Pilot ten jako jeden z najlepszych został wyznaczony do zaginionej ekspedycji Gieorgija Siedowa, który wykonywał loty nad lodami Arktyki na wodnosamolocie Farman MF 11. Wszystkie te wspaniałe wyczyny odbywały się jednak w okresie, kiedy nasz kraj był pod zaborami. Pierwszy lot wodnosamolotu z biało - czerwonymi szachownicami nad Bałtykiem wykonany został 15 lipca 1920 roku. Był to przełomowy moment, gdyż w tym to roku w Pucku powstała baza lotnictwa morskiego, która weszła w skład Marynarki Wojennej. Niestety wybuch II wojny światowej zastał nasze morskie siły powietrzne nieprzygotowane do działań.

Samoloty były przestarzałe, nienadające się do użycia w walkach nad morzem. To sprawiło, że mimo odwagi, chęci walki z najeźdźcą, piloci mogli tylko bezsilnie spędzać godziny na ziemi albo czekać na łaskę czy niełaskę wroga, albo emigrować na Zachód, gdzie łatwiej było realizować ideę "za Waszą i naszą wolność". Wróćmy jednak do okresu powojennego. Po wojnie zaczęto organizować i budować lotnictwo morskie, nadając im nowy kształt. Pierwszymi pilotami latającymi na samolotach Jak-9 byli: ppor pil. Lesław Węgrzynowski, ppor. pil. Zygmunt Samborski, ppor. pil. Marian Piątek, ppor. pil. Stanisław Kowal czy ppor. pil. Tadeusz Kołodziej. Tych i wielu innych ludzi lotnictwa morskiego przybywających do Wicka Morskiego już od pierwszej chwili przybycia cechowała swoista duma, że będą mogli służyć w jednostce bojowej, która w perspektywie miała dać początek rozwijającemu się Lotnictwu Marynarki Wojennej. Było to szczególnie zauważalne, kiedy ci ludzie potwierdzali to swoją postawą w odmiennej i niełatwej służbie czy pracy w pierwszym okresie jej realizacji. Ci wspaniali lotnicy morscy - elita wśród lotnictwa wojskowego - zawsze godnie kontynuowali zaszczytne tradycje polskich skrzydeł, wzbogacając je o kolejne piękne epizody. Nie sposób dziś napisać o wszystkich pilotach i tych, którzy skromną, mrówczą pracą przyczyniali się do spektakularnych sukcesów asów przestworzy, czyli służbie naziemnej.

Zwłaszcza ci ostatni pracowali na sprzęcie, aby był on zawsze sprawny, udowadniając przede wszystkim swoją ofiarność i ukazując precyzyjną organizację pracy we wspólnym dziele - strzeżeniu morskich granic naszej ojczyzny. Lotnictwo morskie we wszystkich okresach swojego istnienia wychowało wielu wyśmienitych pilotów,nawigatorów, inżynierów, techników, których trudną i ofiarną służbę dla dobra ojczyzny warto wciąż stawiać za wzór. Wśród mnóstwa przykładów dążenia do perfekcji lotniczej warto wspomnieć choćby o czwórce podniebnych akrobatów z jednostki w Siemirowicach, którą prowadził kmdr por. pil. Stanisław Marszałek, mając w swoim zespole por. pil. Kazimierza Wiśniewskiego, Włodzimierza Borkowskiego i kpt. pil. Zenona Perza. Grupa ta uznawana była za jedną z najlepszych ekip pokazowych morskich sił zbrojnych państw Układu Warszawskiego. To oni właśnie "dorobili się" miana "Bałtyckich Orłów". Warto też wspomnieć o wyczynie kpt. mar. pil. Kazimierza Płachty, który wykonując pilotaż na śmigłowcu Mi-4ME z jednostki w Darłowie, potrafił reprezentować przenoszenie na długiej lince wiadra napełnionego wodą tak, by się ona nie wylała. Naczynie było poderwane w powietrze, przeleciało kilkadziesiąt metrów i zostało delikatnie postawione na ziemię bez żadnego ubytku wody.

Do tradycji obchodów Święta Dni Morza przeszły pokazy lotnicze organizowane przez szefostwo Lotnictwa Marynarki Wojennej nie tylko dla mieszkańców Trójmiasta oraz licznie przebywających w tym czasie turystów, ale także dla różnych oficjeli zagranicznych i rządowych. Utwierdzało to w przekonaniu wszystkich obserwatorów, że kunszt lotniczy polskiego pilota jest wręcz nienaganny. Na wszystkich pokazach nie tylko nad gdyńskim bulwarem byli i są do dziś niegdysiejsi i obecni dowódcy od czasów 34 PLM MW do obecnej Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Morskiego. Warto wspomnieć dziś te nazwiska, zapisując je jeszcze raz na kartach naszej współczesnej historii, czyli: kmdr pil Bogdana Pałuczaka, kpt. pil. Romualda Rozmysłowicza, kpt. pil. Bronisława Siwego, kmdr ppor. pil. Hilarego Zaruckiego, kmdr ppor. pil. Leona Jędrzejczyka, kmdr ppor. pil. Ryszarda Cygana, kmdr ppor. pil. Zdzisława Smyka, kmdr por. pil. Mieczysława Jastrzębskiego, kpt. pil. Stanisława Piekara, kmdr pil. Mieczysława Pawlickiego, kmdr por. pil. Stanisława Felnera, kmdr pil. Zbigniewa Smolarka, kmdr pil. Jarosława Andrychowskiego i obecnego dziś dowódcę Brygady lotnictwa Morskiego kmdr pil. Tadeusza Drybczewskiego, w którym wielu ludzi zawodowo związanych z lotnictwem czy też po prostu entuzjastów lotnictwa wojskowego (zwłaszcza dojrzałego pokolenia pamiętającego chwalebne czasy lotniczych Babich Dołów) pokłada dziś nadzieję, że na lotnisko w Gdyni znowu wróci duch przeszłości Samodzielnej Eskadry Lotnictwa MW w Wicku Morskim, 30 PLSz MW z Siemirowic i 34 PLM. Tym wszystkim pilotom oraz służbie technicznej należą się najwyższe wyrazy uznania, które i tak dziś nie oddadzą ogromu pracy dla swojego pułku i jednostki, a przede wszystkim kraju. Gdyńskie lotnisko musi wciąż żyć i mieć w pamięci tę niezapomnianą kartę, w jaką wpisali się lotnicy w tym artykule wielokrotnie wspominani. Trzeba dziś przede wszystkim promować nasze lotnictwo morskie, organizując pokazy lotnicze czy rożnego rodzaju pikniki, na których można obejrzeć sprzęt lotnictwa MW i tym samym promować je w społeczeństwie. Niebo i nasze Morze Bałtyckie zawsze okazywały się najlepszym sprawdzianem niesamowitych umiejętności naszych pilotów.

Życie piszące różne, często dramatyczne scenariusze, niejeden raz wystawiało ich na najtrudniejsze próby, z których wychodzili zwycięsko. Mam to szczęście, że mogłem wiele lat wcześniej i mogę do dziś podziwiać ich niekłamaną i zdumiewającą odwagę, profesjonalizm i to coś, co ma prawdziwy pilot - czar, klasę. Staram się być pośród nich, zbierając cały czas materiały, aby ich chwalebne czyny nigdy nie poszły w zapomnienie. Nie zapominajmy też o mechanikach, którzy często dokonują niemalże niemożliwego, by piloci z zaufaniem i spokojem startowali w przestworza; by byli przekonani, iż sprzęt znajduje się i przed startem, i po lądowaniu, w rękach prawdziwych profesjonalistów. Jedni i drudzy wierzą sobie bez granic!

Na koniec warto zaznaczyć, że cechą wyróżniającą lotników morskich była i jest do dziś konieczność działań z jednostkami pływającymi. Temu celowi służy szereg wspólnie wykonywanych ćwiczeń i zadań, z którymi piloci dają sobie świetnie radę, operując niemalże w każdych warunkach pogodowych. Dziś wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż warunki naszego Bałtyku, wymagają dużej ilości małych, a zarazem szybkich jednostek pływających, wspieranych przez silne lotnictwo morskie. Musi ono być doposażone w coraz to lepszy sprzęt umożliwiający naprowadzanie okrętów na cele nieprzyjaciela, grup uderzeniowych, baz marynarki agresora oraz pozwalający na niesienie pomocy podczas akcji ratowniczych. Lotnicy morscy zawsze wystawiani byli na najcięższe próby, ponieważ w swojej pracy napotykają wciąż warunki ekstremalne-muszą mierzyć się z trzema żywiołami: ziemią, morzem i powietrzem. Najczęściej owi mistrzowie pilotażu wychodzą zwycięsko z tej trudnej konfrontacji i tego życzę im zawsze, bo przecież w ich rekach, podczas nadludzkiego wyścigu z nieubłaganym czasem, niejednokrotnie spoczywa odpowiedzialność za ludzkie życie.



Tekst Krzysztof Kirschenstein
zdjęcia Marian Kluczyński, Miłosz Rusiecki, Cezary Piotrowski oraz z archiwum autora