28
lutego 1948 roku rozkazem ministra obrony narodowej nr 30 powołano
pierwszą bojową jednostkę lotnictwa morskiego-eskadrę lotnictwa
Marynarki Wojennej. Na to stanowisko został wyznaczony zasłużony
pilot kmdr por. Aleksander Majewski, który był wychowankiem i
oficerem przedwojennej szkoły lotniczej. W czasie wojny na Zachodzie
latał w angielskim Dywizjonie Obrony Wybrzeża. Był nie tylko dla
pilotów autorytetem i wychowawcą, ale przede wszystkim starszym,
przedwojennym ofi
cerem kontynuującym tradycję lotnictwa polskiego.
Był wymagającym dowódcą, jednocześnie też przyjaznym i
wyrozumiałym w stosunku do podwładnych. Stosował zachodni styl
dowodzenia. W tym trudnym okresie rozpoczęły się pierwsze miesiące
przygotowania zaplecza technicznego, kompletowania sprzętu,
doprowadzania do stanu użytku zdewastowanych lotnisk z całą jej
infrastrukturą oraz kompletowania personelu latającego i
naziemnego. Już w 1950 roku lotnictwo morskie prezentowane jest
społeczeństwu na paradzie lotniczej w Warszawie.
Można śmiało
napisać, że od tego momentu rozpoczyna się jego droga pełna
sukcesów. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że lotnictwo morskie
sięga zdecydowanie wcześniejszego okresu, bo już na początku XX
wieku polscy piloci zaczęli latać na wodnosamolotach. Prekursorem
tej odmiany lotnictwa był inż. Adolf Warchołowski. Pisząc dziś o
historii lotnictwa morskiego, nie sposób zapomnieć o światowej
sławy pilocie inż. Janie Nagórskim. Pilot ten jako jeden z
najlepszych został wyznaczony do zaginionej ekspedycji Gieorgija
Siedowa, który wykonywał loty nad lodami Arktyki na wodnosamolocie
Farman MF 11. Wszystkie te wspaniałe wyczyny odbywały się jednak w
okresie, kiedy nasz kraj był pod zaborami. Pierwszy lot
wodnosamolotu z biało - czerwonymi szachownicami nad Bałtykiem
wykonany został 15 lipca 1920 roku. Był to przełomowy moment, gdyż
w tym to roku w Pucku powstała baza lotnictwa morskiego, która
weszła w skład Marynarki Wojennej. Niestety wybuch II wojny
światowej zastał nasze morskie siły powietrzne nieprzygotowane do
działań.
Samoloty były przestarzałe, nienadające się do użycia
w walkach nad morzem. To sprawiło, że mimo odwagi, chęci walki z
najeźdźcą, piloci mogli tylko bezsilnie spędzać godziny na ziemi
albo czekać na łaskę czy niełaskę wroga, albo emigrować na
Zachód, gdzie łatwiej było realizować ideę "za Waszą i naszą
wolność". Wróćmy jednak do okresu powojennego. Po wojnie
zaczęto organizować i budować lotnictwo morskie, nadając im nowy
kształt. Pierwszymi pilotami latającymi na samolotach Jak-9 byli:
ppor pil. Lesław Węgrzynowski, ppor. pil. Zygmunt Samborski, ppor.
pil. Marian Piątek, ppor. pil. Stanisław Kowal czy ppor. pil.
Tadeusz Kołodziej. Tych i wielu innych ludzi lotnictwa morskiego
przybywających do Wicka Morskiego już od pierwszej chwili przybycia
cechowała swoista duma, że będą mogli służy
ć w jednostce
bojowej, która w perspektywie miała dać początek rozwijającemu
się Lotnictwu Marynarki Wojennej. Było to szczególnie zauważalne,
kiedy ci ludzie potwierdzali to swoją postawą w odmiennej i
niełatwej służbie czy pracy w pierwszym okresie jej realizacji. Ci
wspaniali lotnicy morscy - elita wśród lotnictwa wojskowego -
zawsze godnie kontynuowali zaszczytne tradycje polskich skrzydeł,
wzbogacając je o kolejne piękne epizody. Nie sposób dziś napisać
o wszystkich pilotach i tych, którzy skromną, mrówczą pracą
przyczyniali się do spektakularnych sukcesów asów przestworzy,
czyli służbie naziemnej.
Zwłaszcza ci ostatni pracowali na
sprzęcie, aby był on zawsze sprawny, udowadniając przede wszystkim
swoją ofiarność i ukazując precyzyjną organizację pracy we
wspólnym dziele - strzeżeniu morskich granic naszej ojczyzny.
Lotnictwo morskie we wszystkich okresach swojego istnienia wychowało
wielu wyśmienitych pilotów,nawigatorów, inżynierów, techników,
których trudną i ofiarną służbę dla dobra ojczyzny warto wciąż
stawiać za wzór. Wśród mnóstwa przykładów dążenia do
perfekcji lotniczej warto wspomnieć choćby o czwórce podniebnych
akrobatów z jednostki w Siemirowicach, którą prowadził kmdr por.
pil. Stanisław Marszałek, mając w swoim zespole por. pil.
Kazimierza Wiśniewskiego, Włodzimierza Borkowskiego i kpt. pil.
Zenona Perza. Grupa ta uznawana była za jedną z najlepszych ekip
pokazowych morskich sił zbrojnych pań
stw Układu Warszawskiego. To
oni właśnie "dorobili się" miana "Bałtyckich Orłów".
Warto też wspomnieć o wyczynie kpt. mar. pil. Kazimierza Płachty,
który wykonując pilotaż na śmigłowcu Mi-4ME z jednostki w
Darłowie, potrafił reprezentować przenoszenie na długiej lince
wiadra napełnionego wodą tak, by się ona nie wylała. Naczynie
było poderwane w powietrze, przeleciało kilkadziesiąt metrów i
zostało delikatnie postawione na ziemię bez żadnego ubytku wody.
Do tradycji obchodów Święta Dni Morza przeszły pokazy lotnicze
organizowane przez szefostwo Lotnictwa Marynarki Wojennej nie tylko
dla mieszkańców Trójmiasta oraz licznie przebywających w tym
czasie turystów, ale także dla różnych oficjeli zagranicznych i
rządowych. Utwierdzało to w przekonaniu wszystkich obserwatorów,
że kunszt lotniczy polskiego pilota jest wręcz nienaganny. Na
wszystkich pokazach nie tylko nad gdyńskim bulwarem byli i są do
dziś niegdysiejsi i obecni dowódcy od czasów 34 PLM MW do obecnej
Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Morskiego. Warto wspomnieć dziś te
nazwiska, zapisując je jeszcze raz na kartach naszej współczesnej
historii, czyli: kmdr pil Bogdana Pałuczaka, kpt. pil. Romualda
Rozmysłowicza, kpt. pil. Bronisława Siwego, kmdr ppor. pil.
Hilarego Zaruckiego, kmdr ppor. pil. Leona Jędrzejczyka, kmdr ppor.
pil. Ryszarda Cygana, kmdr ppor. pil. Zdzisława Smyka, kmdr por.
pil. Mieczysława Jastrzębskiego, kpt. pil. Stanisława Piekara,
kmdr pil. Mieczysława Pawlickiego, kmdr por. pil. Stanisława
Felnera, kmdr pil. Zbigniewa Smolarka, kmdr pil. Jarosława
Andrychowskiego i obecnego dziś dowódcę Brygady lotnictwa
Morskiego kmdr pil. Tadeusza Drybczewskiego, w którym wielu ludzi
zawodowo związanych z lotnictwem czy też po prostu entuzjastów
lotnictwa wojskowego (zwłaszcza dojrzałego pokolenia pamiętającego
chwalebne czasy lotniczych Babich Dołów) pokłada dziś nadzieję,
że na lotnisko w Gdyni znowu wróci duch przeszłości Samodzielnej
Eskadry Lotnictwa MW w Wicku Morskim, 30 PLSz MW z Siemirowic i 34
PLM. Tym wszystkim pilotom oraz służbie technicznej należ
ą się
najwyższe wyrazy uznania, które i tak dziś nie oddadzą ogromu
pracy dla swojego pułku i jednostki, a przede wszystkim kraju.
Gdyńskie lotnisko musi wciąż żyć i mieć w pamięci tę
niezapomnianą kartę, w jaką wpisali się lotnicy w tym artykule
wielokrotnie wspominani. Trzeba dziś przede wszystkim promować
nasze lotnictwo morskie, organizując pokazy lotnicze czy rożnego
rodzaju pikniki, na których można obejrzeć sprzęt lotnictwa MW i
tym samym promować je w społeczeństwie. Niebo i nasze Morze
Bałtyckie zawsze okazywały się najlepszym sprawdzianem
niesamowitych umiejętności naszych pilotów.
Życie piszące różne,
często dramatyczne scenariusze, niejeden raz wystawiało ich na
najtrudniejsze próby, z których wychodzili zwycięsko. Mam to
szczęście, że mogłem wiele lat wcześniej i mogę do dziś
podziwiać ich niekłamaną i zdumiewającą odwagę, profesjonalizm
i to coś, co ma prawdziwy pilot - czar, klasę. Staram się być
pośród nich, zbierając cały czas materiały, aby ich chwalebne
czyny nigdy nie poszły w zapomnienie. Nie zapominajmy też o
mechanikach, którzy często dokonują niemalże niemożliwego, by
piloci z zaufaniem i spokojem startowali w przestworza; by byli
przekonani, iż sprzęt znajduje się i przed startem, i po
lądowaniu, w rękach prawdziwych profesjonalistów. Jedni i drudzy
wierzą sobie bez granic!
Na
koniec warto zaznaczyć, że cechą wyróżniającą lotników
morskich była i jest do dziś konieczność działań z jednostkami
pływającymi. Temu celowi służy szereg wspólnie wykonywanych
ćwiczeń i zadań, z którymi piloci dają sobie świetnie radę,
operując niemalże w każdych warunkach pogodowych. Dziś wszyscy
zdajemy sobie sprawę, iż warunki naszego Bałtyku, wymagają dużej
ilości małych, a zarazem szybkich jednostek pływających,
wspieranych p
rzez silne lotnictwo morskie. Musi ono być doposażone
w coraz to lepszy sprzęt umożliwiający naprowadzanie okrętów na
cele nieprzyjaciela, grup uderzeniowych, baz marynarki agresora oraz
pozwalający na niesienie pomocy podczas akcji ratowniczych. Lotnicy
morscy zawsze wystawiani byli na najcięższe próby, ponieważ w
swojej pracy napotykają wciąż warunki ekstremalne-muszą mierzyć
się z trzema żywiołami: ziemią, morzem i powietrzem. Najczęściej
owi mistrzowie pilotażu wychodzą zwycięsko z tej trudnej
konfrontacji i tego życzę im zawsze, bo przecież w ich rekach,
podczas nadludzkiego wyścigu z nieubłaganym czasem, niejednokrotnie
spoczywa odpowiedzialność za ludzkie życie.
Tekst
Krzysztof Kirschenstein
zdjęcia
Marian Kluczyński, Miłosz Rusiecki, Cezary Piotrowski oraz z
archiwum autora


























