W
ramach realizacji programu wymiany eskadr 1. Dywizjonu Lotniczego BL
MW i niemieckiego 2. Skrzydła Lotnictwa Morskiego w latach 1998-2002
babidolski personel lotniczy gościł w bazie lotniczej Eggebek
czterokrotnie. Grupą za każdym razem dowodził kmdr ppor. pil.
Czesław Bielawski. Myśliwce MiG-21bis w sile trzech lub czterech
maszyn z transportowym
An-28 leciały
na ćwiczenie do Eggebek z międzylądowaniem w Ze
grzu Pomorskim. Tak
wspomina swój lot do Eggebek kpt. mar. pil. Bogdan Kania "W Zegrzu
dotankowaliśmy
się
do
pełna i czekaliśmy na Tornado.
Kiedy
nadleciały zebraliśmy
się i dalej razem z
nimi do
Eggebek. Dalej wiadomo przylot rozpuszczenie i do lądowania. Trochę
mnie zmroziło bo ani dalszej ani nic tylko na oko, ciasno żeby się
nie pogubić no i pas, całkiem inna struktura powierzchni, nie wolno
było za mocno hamować bo strasznie darło kapcie, a "spadak" to
ostatnia deska, bo technicy zabierali pewną ilość, dokładnie nie
pamiętam, ale nie było możliwości poskładania ich na nowo".
Celem wizyt było teoretyczne i
praktyczne zapoznanie się z NATO-wskimi procedurami wykonywania
lotów, a także organizacja szkolenia w powietrzu i na ziemi. Dzień
rozpoczynano od przygotowania do lotów. Prowadzili je piloci
niemieccy w języku angielskim. Następnie startowały 3 samoloty
MiG-21bis i 3 Tornada na misje. Podczas pierwszego lotu dokonano
tradycyjnie oblotu okolicy z wyjściem na cel i imitacją ataków.
Ćwiczono również elementy zastosowania bojowego m.in.: zwalczanie
okrętów oraz atakowanie celów naziemnych. Wykonywano
wspólnie z niemieckimi załogami ćwiczebne ataki przeciwko okrętom
na Morzu Północnym, przeprowadzając w drodze powrotnej grupowe
walki powietrzne z samolotami F-4 Phantom.
Polacy mieli okazje latać jako nawigatorzy na Tornado, zaś Niemcy
na samolotach MiG-21UM. Nasi piloci mogli zapoznać się z systemem
kontroli przestrzeni powietrznej. Pozorowana walka powietrzna
wykazała, że poczciwy MiG-21bis był wciąż niezłym samolotem
myśliwskim. Jak przyznawali sami niemieccy lotnicy "ołówek"
był trudnym przeciwnikiem dla ich Tornado. Problemem pozostawało
m.in. wyposażenie MiG-a w płynnie strojoną 2-kanałową
radiostacje. Podczas wspólnych ćwiczeń przetestowano także
systemy nawigacyjne pozwalające na swobodne przemieszczanie się w
przestrzeni powietrznej państw NATO. Tak po latach swoje loty w
Egeebek wspomina kmdr por. pil. Sławomir Olczyk "Jeśli chodzi
o walki powietrzne to "migusie" nie miały szans na małych
prędkościach - Tornada miały lepszą automatyzacje skrzydeł
(sloty, klapy), no i zmienną geometrię
skrzydeł, co pozwało im na większą manewrowość na małych
prędkościach. Za to nasze "migusie" waliły ich na łeb na
dużych prędkościach można powiedzieć, że był remis w tych
walkach, raz udało im się zmusić nas do malej prędkości, ale
drugim razem już się nie daliśmy i na dużej prędkości z dużym
przeciążeniem, po kilku kółkach wokół Tornada wychodziliśmy im
na ogon. Nad morzem północnym prowadziliśmy
walki powietrzne z Phantonami. My zaskakiwaliśmy ich szybkością i
zwrotnością, a oni możliwościami taktycznymi. Nie
chwaląc się jako jedyny przeleciałem się na "szparce" Tornada
z drążkiem w drugiej kabinie. Wcześniej miałem
krótki trening na
symulatorze, zapoznanie się z wyposażeniem nawigacyjnym itp. potem
zrobiłem realny lot nad cieśniny duńskie, w szyku z trzema innymi
Tornadami, oczywiście trzymając drążek, a na koniec zrobiłem dwa
podejścia do lądowania z drugiej kabiny... za drugim razem
wylądowałem sam (instruktor trzymał ręce wgórze!) po
locie instruktor powiedział, że uczył się lądować z drugiej
kabiny wiele godzin, a ja za drugim razem to zrobiłem... oczywiście
był to przypadek, ale na pewno pomogły mi loty instruktorskie na
SBLim-2, gdzie również nic nie było widać do przodu i trzeba było
kombinować przez boczną szybę, udało się, co mocno zaskoczyło
niemiaszków". Z kolei tak swoją walkę z Tornado wspomina
kpt. mar. pil. Bogdan Kania "Co do "bójek",
to zabrałem Irka Kusza pod skrzydło, i poszliśmy nad morze - my od
wschodu oni od zachodu - wiadomo podział wysokości - my na 1500 oni
2000 po rozejściu na krańce strefy - zakręt na siebie i szukanie
na wzrokowo. Było trochę pochmurno, ale Irek zobaczył ich pierwszy
i krzyknął - są na 1 wyżej, dalej wszystko poszło normalnie,
dopalanie "czr" i do góry potem przewrót i na dół, koledzy
chyba nas nawet nie zobaczyli tylko usłyszeli fox 2. W
kolejnej walce wyszedłem z ataku gdyż musiałem
poczekać na Irka bo się zawieruszył chyba...? nie był
przygotowany na tak ostre odejście mu z przed nosa. Zrobiliśmy
jeszcze dwa takie podejścia, skutek podobny z tym, że nie udało
się nikomu zbliżyć do pozycji na działko, bo chłopaki zaczęli
uciekać do poziomu i zmniejszali szybko prędkość, co dla mnie
było tylko stratą, więc starałem się nigdy nie wchodzić z nimi
w walkę kołową. Po locie by
ła dyskusja kto kogo i tak dalej.
Miałem ich na UZR i na fotokarabinie". Podczas wspólnych
misji wykonywano również loty mieszane, które wykonali: kmdr ppor.
pil. Czesław Bielawski, kmdr ppor. pil. Wiesław Krawczyk, kpt. pil.
Bogusław Kania, kmdr ppor. pil. Wojciech Łagódka. Zgodnie
z lotniczą tradycją, po locie na Tornado nasi lotnicy musieli
wykonać rundę wokół lotniska na miniaturze tego samolotu
intensywnie polewani z wozu strażackiego. Z kolei pilotom niemieckim
latającym na MiG-u podawano wywar do wypicia (wódka, olej, śledź,
coś ostrego) i klaps na tyłek. W tym czasie personel techniczny
zaznajamiał się ze sprzętem przeznaczonym do obsługi samolotów
Tornado, procesem przygotowania do lotu oraz jego przeglądem
technicznym i naprawą. W wolnym czasie gospodarze organizowali
wycieczki do pobliskiego Flensburga. Nawiązano przyjaźnie i
znajomości. Doroczne organizowane ćwiczenia były świetną okazja
do wymiany doświadczeń między załogami samolotów oraz
dotyczących problemów technicznych, z którymi stykał się na co
dzień personel naziemny. Wspólne ćwiczenia przyczyniły
personelowi
lotniczemu pozytywne
wyniki przeprowadzonych misji, lepszą
niż wcześniej
znajomość języka angielskiego przez polską stronę, jak również
ogólną
atmosferę
ćwiczeń. Piloci uczestniczący w lotach zapoznawczych otrzymali
pamiątkowe certyfikaty, wymieniono pamiątkowe zdjęcia i emblematy.
Tekst Krzysztof Kirschenstein
zdjęcia Wiesław Krawczyk, Andrzej Szczotka, zbiory autora








