Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Watorowo - samoloty w dolinie Wisły

Kategoria: Lotnictwo cywilne Utworzony: 2011-07-16 Autor: Kania Jarosław

Jedna z wakacyjnych sobót to doskonały czas nie tylko na spędzenie go w gronie rodzinnym, ale także przede wszystkim okres sprzyjający familijnym wypadom w plener, zwłaszcza gdy jest ku temu tak świetna okazja, jak piknik lotniczy. Tak było właśnie w Watorowie koło Chełmna, małej wiosce zagubionej wśród polodowcowego krajobrazu Ziemi Chełmińskiej.

Przede wszystkim, zanim nastąpi relacja z samej imprezy, należy zwrócić uwagę na ukształtowanie samego lotniska i pasów.
Nie są one równe, ale pofałdowane, co naprawdę dodaje uroku lądującym i startującym maszynom. Jest to urokliwe wówczas, gdy np. samolot wyląduje i na końcu pasa robi nawrót. Wówczas za wzniesieniem znika on z oczu obserwatorowi patrzącemu nieco z dołu, później zaś ukazuje się najpierw rąbek śmigieł, następnie cała maszyna powoli oglądana od góry. Najwierniej tę charakterystykę oglądania podniebnych maszyn w Watorowie oddaje seria zdjęć z danej, konkretniej chwili. Tak więc w zależności od kierunku startu samoloty miały albo lekko pod górkę, albo w dół. W dniu imprezy kierunek wiatru nakazywał startować w kierunku wzniesienia i lądować odwrotnie.

Na początku dość skromnie wyglądała prezentacja skrzydlatych maszyn. Zaledwie dwie Cessny-152 i jeden Robinson R-44 stały na trawie, nieco wcześniej zaś widokiem od wjazdu kusiła Cessna przed hangarem, na razie jeszcze zamkniętym. Z akredytacja bez problemu można było wejść na płytę, gdzie nikt nie przeszkadzał w robieniu zdjęć. Drobnym mankamentem było brak oznakowania trasy wiodącej na piknik. Mimo iż jest to tylko lokalne przedsięwzięcie, dwie niepozorne strzałki wskazujące parking i strefę VIP to jednak ciut za mało… Na szczęście później już było wyłącznie wszystko dogodne i dobrze, sensownie zaplanowane. Górę nad lotniczymi klimatami wziął ogrom różnego rodzaju stoisk, kramów, dmuchanych zamków, trampolin, punktów gastronomicznych – wszystko to jakoś rozmywało ów założony jako priorytetowy nastrój lotniczy. Gdy było się w środku tego kociołka zatłoczonego ludźmi przybywającymi coraz liczniej, o lotniczym nastawieniu organizatorów przypominały tylko warkot silników odlegle położonych samolotów i lądująca średnio co 10 minut maszyna wykonująca loty komercyjne. Trzeba przyznać, że samolotów też robiło się coraz więcej. Dołączyły inne Cessny, przybył Jak-12, doleciały wiatrakowce, motoszybowiec, samoloty ultralekkie, jak również nieśmiertelny An-2, obowiązkowy punkt niemalże każdych pokazów lotniczych. Właśnie pokazów najbardziej w Watorowie zabrakło.

Piękne niebo z czającymi się gdzieś w górze cumulusami byłoby niepowtarzalną areną do wykonywania podniebnych akrobacji. Cóż, wszystko przed nami, mimo wszystko słowa uznania należą się Stowarzyszeniu Promocji Lotnictwa „Od Śmigła”, które prężnie zorganizowało udany piknik z włączeniem w tę imprezę Aeroklubów Gdańskiego i Bydgoskiego. Dla tych, którzy znają się nieco na samolotach i tkwią w temacie już dłużej, atrakcją był hangar, gdzie ustawione dość ciasno Cessny zasłaniały ukrytą w rogu, rzadko widzianą Cessnę Skymaster mającą zarówno śmigło ciągnące, jak też pchające oraz kadłub przechodzący w dwie belki ogonowe. Poza tym uwagę przyciągała też PZL M-20 Mewa – była po prostu inną konstrukcją wśród dość licznych maszyn typu Cessna. Tak więc w zasadzie atrakcją dla odwiedzających piknik były nie tylko sam widok maszyn i tych w hangarze, i na płycie, ale również możliwość odbycia podniebnej, choćby niedługiej wyprawy w błękit, by podziwiać z lotu ptaka nadwiślańską skarpę i pobliskie Chełmno czy Świecie. Dla niejednego z odwiedzających stanowiło to nie lada gratkę, bo przecież nie tylko kojarzący się z polskością bocian okazał się ujmującym widokiem na rodzimym niebie.

Tekst i zdjęcia Jarosław Kania

57
45