Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

VI Płocki Piknik Lotniczy za nami

Kategoria: Lotnictwo cywilne Utworzony: 2013-06-01 Autor: Godlewski Krzysztof

Pierwszy dzień VI Płockiego Pikniku Lotniczego dobiegł końca. Pogoda była kapryśna, jednak program pokazów udało się zrealizować niemal do samego końca. Od godzin porannych nad Wisłą królowały statki powietrzne cywilne i wojskowe.

Piknik rozpoczął się pokazem pilotowanego przez Jana Chrobocińskiego samolotu ultralekkiego Tulak z AZM. Następnie zaprezentowały się polskie samoloty SP-SZOK i SP-STOK  Ekolot KR 030 Topaz, które w parze zaprezentowały swoje możliwości pilotażowe. To, co najbardziej przykuwało uwagę, to bardzo niski poziom hałasu generowany przez te maszyny. Samoloty te produkowane są w Krośnie, ich prędkość przelotowa to 180km/h, a spalanie średnie to 8l/100km. Prędkość przeciągniecia to 56km/h. Ciężar maksymalny -  480kg.

2xZlin 42M to samoloty stylizowane barwą na wzór samolotów polskiego i niemieckiego lotnictwa myśliwskiego z czasów II wojny światowej. Pilot sportowy Dariusz Barłożek oraz instruktor samolotowy pilot Paweł Sadziński z Aeroklubu Północnego Mazowsza z Przasnysza zaprezentowali nam walkę kołową, której efektem było zestrzelenie samolotu "niemieckiego" przez samolot "polski". Zestrzelony przeciwnik  wypuścił smugi szarego dymu, po czym "przepadł" za horyzontem.

Następnie zaprezentował się samolot Zlin 526 SP-CTB. Pilot ukazywał możliwości tej akrobacyjnej maszyny przede wszystkim w płaszczyźnie poziomej, wykonując ciasne skręty  i ósemki. Pokaz odbywał się na przyjemnej dla oka wysokości i odległości, tak więc fani fotografii lotniczej sporo klatek wykończyli właśnie na tej maszynie.

Kolejnym punktem był pokaz figur lotniczych w wykonaniu grupy "Żelazny" przygotowany specjalnie pod kamery zamontowane na śmigłowcu Polsatu. Ta stacja telewizyjna była jednocześnie patronem medialnym pikniku.

 Około południa na niebie pojawił się samolot Su-22M4K z 21 Bazy Lotnictwa Taktycznego ze Świdwina. Początkowo mieliśmy zobaczyć pokaz w wykonaniu dwóch samolotów tego typu, jednak podstawa chmur nad punktem pokazu nie pozwoliła na manewry w składzie pary. Su22 pilotował ppłk Piotr Kurzyk, prezentując samolot w różnych konfiguracjach rozłożenia skrzydła oraz przy różnych prędkościach. Gdy tylko ucichł huk odrzutowego silnika, widzowie obejrzeli przelot zgoła odmiennej maszyny. Nad Płockiem majestatyczne przeleciał samolot transportowy Sił Powietrznych RP C-130E Hercules. Ta blisko 40- metrowa maszyna zrobiła dwa przeloty nad korytem Wisły.

W kolejnych godzinach oglądaliśmy pokaz grupy 3AT3 tym razem na 4 samolotach. Grupę samolotów prowadził Jakub Kunicki, po prawej stronie leciał Jakub Kalinowski, po lewej stronie Piotr Krasicki i zamykającym był Wacław Sieczkowski. Wszyscy to piloci Aeroklubu Warszawskiego.

Grypę "Żelaznych"  obserwowaliśmy w pokazie 3 samolotów oraz solowo pokaz indywidualny Wojciecha Krupy. Oglądaliśmy również grupowe przeloty paralotniarzy oraz właścicieli wiatrakowców. Nie mogło oczywiście zabraknąć skoków spadochronowych; skoczkowie z AZM wykonali skoki z samolotu An-2 z lądowaniem na plaży vis a vis hotelu "Starzyński" będącego jednocześnie główną trybuną pokazów.

Około godziny 14.00 na arenę pokazów wkroczyły śmigłowce Lotnictwa Marynarki Wojennej RP. Jako pierwszy nadleciał śmigłowiec reprezentujący lotnictwo pokładowe SH-2G Kaman dowodzony przez: kmdr. por. Janusza Grzybowskiego, drugiego pilota kmdr. ppor. Mariusza Dawidczyka i nawigatora Arkadiusza Kozłowskiego. SH-2G wykonał dynamiczny pokaz odzwierciedlający doskonale jego ogromną nadwyżkę mocy silników. Zwroty bojowe, górki, niski zawis nad brzegiem rzeki to manewry, które na pewno podobały się płockiej publiczności.

Chwilę po zakończeniu działań w strefie przez Kamana na arenie pojawiła się ratownicza wersja śmigłowca W3 Sokół, a mianowicie W3RM Anakonda nr 0906 z 43 Bazy Lotnictwa Morskiego z Gdyni Babich Dołów. Śmigłowiec ratowniczy przystąpił do pokazu w składzie załogi: dowódca chor. pil. Waldemar Domański, drugi pilot kmdr. por. Paweł Januszko, technik chor. Paweł Stefański oraz ratownik Krzysztof Wasylczuk. Maszyna ratownicza zaprezentowała efektowną akcję podjęcia rozbitka z tafli wody za pomocą wyciągarki zamontowanej na śmigłowcu. Po kilku efektownych przejściach przed publicznością W3 przekazał miejsce w strefie pokazów kolejnej maszynie marynarzy. Nad wodą pojawił się ciężki śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych Mi-14PŁ. Prowadzony pod dowództwem kmdr. Por. Mirosława Makucha z załogą: drugi pilot kpt. pil. Sławomir Krzyszczak, technik mł.  chor. szt. Jarosław Rochowiak oraz nawigator por. Marcinem Grudzień. Maszyna o numerze bocznym 1001 zaprezentowała kilka szybkich i niskich przelotów. Pokazowi Mi-14 uroku dodawało jego specjalne malowanie. Na obu bokach kadłuba maszyna ta ma namalowaną podobiznę drapieżnika morskiego, ogromnej orki. W niskim zawisie nad wodą marynarze zaprezentowali pozorowane wykrywanie okrętów podwodnych przy użyciu pokładowego sonaru.

Artur Kielak - tego pana nikomu choć trochę interesującemu się lotnictwem nie trzeba przedstawiać. Młody i niesamowicie zdolny pilot akrobacyjny. Ciasne manewry, duże przeciążenia i efektowne beczki - to wiązanki zawsze fundowane przez Artura. W sobotę prezentował to wszystko na samolocie XtremeAir.

RWD-5R SP-LOT widzieliśmy w sobotę aż 2 razy. O nim komentator imprezy, powszechnie znany i szanowany Tadeusz Sznuk opowiadał wiele ciekawych historii łącznie z tą najważniejszą, czyli przelotem nad oceanem w latach 30 ubiegłego wieku przez Stanisława Skarżyńskiego. Mimo leciwej konstrukcji samolot bardzo sprawnie nabierał wysokość i ciasno wchodził w zakręty.

Lasy Państwowe wystawiły do pokazu śmigłowiec Mi-2 na co dzień stacjonujący w bazie we Włocławku. Mi-2 przyleciał z podczepionym zbiornikiem umożliwiający nabranie 500 l wody z dowolnego akwenu. Pilot śmigłowca obniżył lot i wykonał zawis nad rzeką na wysokości około 4m. Po nabraniu wody wykonał zwrot bojowy w celu wejścia na kurs bojowy do zrzutu. W jednej sekundzie 500 kg wody wróciło do rzeki, efektownie rozbryzgując się o jej taflę.

Pokazy w powietrzu niestety uległy skróceniu ze względu na pogorszenie się warunków atmosferycznych. Tuż po godz. 16.00 nad Płock nadciągnęła burza i z tego względu końcówka planu pokazów nie odbyła się.

Niedziela, drugi dzień pokazów

Program pokazów niedzielnych był niemal zdublowaniem prezentacji sobotniej z małymi wyjątkami, o których mowa niżej. W niedzielę pogoda była znacznie łaskawsza dla publiczności i organizatorów niż w dniu poprzednim Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła się w oczy przybyłej  na teren pokazów publiczności, był wodnosamolot zaparkowany przy plaży głównej. Samolot Roberta Biernata z Gądek pod Poznaniem Aviat Husky SP-DOG to jedyny wodnosamolot, jaki mieliśmy przyjemność oglądać podczas płockiego pikniku. Pan Robert zaprezentował jego możliwości operowania ze zbiornika wodnego oraz przedstawił prosty pilotaż w powietrzu.

Kolejną z różnic  w stosunku do soboty była zamiana statku powietrznego przez Lasy Państwowe. Zamiast poczciwego Mi-2 na płockim niebie ujrzeliśmy samolot rolniczo-gaśniczy PZL M-18B Dromader. Maszyna ta nadleciała nad Wisłę z blisko dwiema tonami wody na pokładzie. Tak, jak to dzień wcześniej zaprezentował nam pilot śmigłowca Mi-2. pilot Dromadera wykonał zrzut wody do rzeki z jednoczesnym gwałtownym naborem wysokości.

VI Płocki Piknik Lotniczy przeszedł już do historii. Żeby obiektywnie oddać obraz tejże imprezy, postanowiłem wstrzymać się kilka dni z publikacją artykułu o niej i poczytać komentarze i posty publiczności, dla której to właśnie tego typu imprezy się organizuje.

Może zacznę od zdarzeń pozytywnych, jakie w tym roku mogliśmy zaobserwować podczas dwudniowego pikniku. Do rzeczy: impreza miała bardzo dobry wydźwięk medialny, nie było problemu dla osób nią zainteresowanych, by zdobywać na bieżąco informacje organizacyjne. W stosunku do poprzednich edycji pojawiło się więcej stoisk branżowych zarówno na lotnisku, jak i w strefie pokazów nad Wisłą. Zorganizowane zostały parkingi dla gości oraz darmowe autobusy, które dowoziły z nich w rejon pokazów. Doceniono oczywiście również fachowy komentarz, jakim raczył nas znawca rzeczy Tadeusz Sznuk.

Teraz o tych niedociągnięciach, a było ich kilka. Przede wszystkim to, co oglądaliśmy na niebie, nijak nie było powiązane z planem pokazu, jaki był ogólnie dostępny dla publiczności. Nie mówię tu o ograniczeniach lub wypadnięciu niektórych pozycji przez pogodę, bo to w końcu było nie do przewidzenia. Przez 2 dni pokazy miała otwierać parada statków powietrznych RWD-5 + Marynarka Wojenna RP + inne załogi; tego nie było. Samoloty Sił Powietrznych RP były obecne tylko w sobotę. Zdaniem wielu to niedziela powinna być głównym dniem pokazów. Samolot TS-11 Iskra widziany był tylko na banerach mimo względnie dobrej pogody w sobotę i bardzo dobrej w niedzielę. O tym, że Air Snake się nie odbędzie w postaci takiej, jak powinna, było wiadomo już wcześniej przed rozpoczęciem się pikniku, niestety podczas obu dni taka informacja do publiczności nie dotarła ani razu. O fakcie odwołania pokazów Petera Besenyeia i Peggy Krainz dowiedzieliśmy się dopiero w niedzielę po południu. No i to, co bolało najbardziej zgromadzoną publiczność - strefa bezpieczeństwa. Szanowni Czytelnicy, jeżdżę na pokazy lotnicze już od 19 lat, więc myślę, że mam podstawę do tego, by powiedzieć, że Urząd Lotnictwa Cywilnego stanowczo przesadził. Jeżeli tak dalej będzie, to na pokazy lotnicze każdy będzie musiał zabierać lornetkę. Nie dość, że było wysoko, co zniszczyło atuty miejsca, w jakim odbywał się piknik, to jeszcze daleko od publiczności  - od widowni, czyli hotelu "Starzyński" i okolicznego wzgórza do osi pokazów odległość wynosiła ponad 400 m! Mało kto dysponował sprzętem, by w dobry sposób uwiecznić w kadrze atrakcje VI edycji pikniku. Przez zarządzenie ULC ucierpiał także sam Air Snake, czyli konkurencja, która w zamiarze miała wyróżniać pokazy płockie spośród innych. Pylony do tej konkurencji mają wysokość blisko 20 m, a urząd dał pozwolenie na latanie między nimi na wysokości 50 m! Ja się pytam: czy ten, kto wydał takie zarządzenie, widział kiedyś Red Bull Air Racing i zdawał sobie sprawę, że przez tę absurdalną decyzję zlikwiduje taką atrakcję?

Miejmy nadzieję, że VII edycja będzie dopracowana, bo Wzgórze Tumskie ma ogromny potencjał. Organizatorzy doskonale wiedzą o bolączkach VI edycji i na pewno za rok będzie lepiej. Z przyjemnością wrócę do Płocka w przyszłym roku, by wspólnie z miłośnikami awiacji podziwiać podniebne zmagania w pięknej i wyjątkowej scenerii.

Tekst Krzysztof Godlewski

Zdjęcia: Mariusz Kalinowski,Krzysztof Kirschenstein,Roman Nawrocki,Krzysztof Godlewski

 

 

77
34