Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Szlakiem samolotów po Ziemi Lubuskiej

Kategoria: Z podróży lotniczych Utworzony: 2012-07-24 Autor: Kania Jarosław

Najlepsze podróże są wówczas, gdy podczas ich trwania realizuje się swoją pasję i utrwala to najcenniejsze na zdjęciach. Taką właśnie możliwość miałem w połowie lipca, udając się na Ziemię Lubuską, która, jak się później okazało, była nie tylko gościnna, ale kryła też sporo niespodzianek lotniczych. Docierając do agroturystycznego, zagubionego wśród lasów Wąchabna, po wyjeździe z Wolsztyna z samochodu zauważyłem pomnik lotniczy - "Iskrę". Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że w Powodowie znajduje się jedna z nielicznych szkół średnich o profilu lotniczym w Polsce - Europejskie Technikum Lotnicze. Życzliwa, miejscowa ludność chętnie udzieliła mi ciekawych informacji. Właśnie gdyby nie ci ludzie, ominęłaby mnie największa atrakcja - oprócz wspomnianej "Iskry" trzy statki powietrzne ukryte głęboko na zapleczu między ciasnymi budynkami szkoły. Sam dojazd w to miejsce nie był sprawą oczywistą, ale najmłodsi mieszkańcy Powodowa nie tylko ochoczo wskazali krętą drogę, ale też spontanicznie opowiadali o samolotach, które jednak dla nich nie stanowiły żadnej atrakcji, bo "były tu zawsze i nigdy nie latały". Po dotarciu na placyk oczom ukazał się miły widok - MiG-21, następna "Iskra" i Mi-2. Te oryginalne pomoce naukowe stłoczone w osobliwym miejscu (z tyłu, od strony lądowiska wygląda to jak były PGR) zapowiadały początek wspaniałej przygody.

Drugim punktem lotniczych wędrówek był port lotniczy Zielona Góra - Babimost. Gdy tam zajechałem, powitały mnie cisza i spokój. Co prawda nie spodziewałem się wzmożonego ruchu lotniczego, ale taka pustka była zaskakująca. W dodatku napotkałem trudność techniczną - niemożność robienia zdjęć inaczej, jak tylko przez siatkę. Uwagę zwracał imponujący Lim-6R w ciekawym malowaniu kamuflażowym stojący na terenie lotniska. Jeszcze typowo reporterska robota, czyli zdjęcia terminalu od środka i z zewnątrz, po czym powrót do kwatery letniskowej.

Drzonów to miejscowość z cennym Lubuskim Muzeum Wojskowym. Na pozór, od strony ulicy, wydaje się niewielkim obiektem, ale za to kiedy z budynku wyjdzie się na dziedziniec, widok jest rewelacyjny. Istny raj na ziemi dla miłośników lotnictwa wojskowego - około 30 zabytkowych maszyn ustawionych w pięknym parku. Liczebnie prym wiodą "Limy" i "Iskry", ale unikatem są takie samoloty, jak choćby Ił-10/Avia B-33 czy Jak-23. Są też bardziej współczesne maszyny, np. Mi-2 czy Su-22M4. Plusem tej ekspozycji jest to, iż wszystkie eksponaty lotnicze są solidnie i rzeczowo opisane, zaś władze muzeum nie robią żadnych problemów, gdy trzeba wyjść za linki oddzielające eksponat i zrobić z aparatu dobre ujęcie. W dodatku wszystko to za naprawdę niewielkie pieniądze.

Pełen obaw o pogodę zmierzałem w kierunku Przylepu, bo aura nie dość, że co jakiś czas straszyła deszczem, to jeszcze w pewnej chwili nad głową przetoczyła się krótkotrwała burza. Na szczęście po dotarciu do siedziby Aeroklubu Ziemi Lubuskiej pogoda ustabilizowała się już na dobre. Przede wszystkim lotnisko urzeka swoim malowniczym położeniem - w otoczeniu lasów, w sporym obniżeniu, lśniące kadłubami "antków" na rozsłonecznionej płycie stanowi upajający pejzaż. Parking położony powyżej płyty, ulokowany obok nowego, schludnego budynku z wieżą kontroli lotów jest doskonałym punktem widokowym, z którego można robić piękne ujęcia całego lotniska. Kolejny raz muszę podkreślić życzliwość władz aeroklubowych - mogłem robić zdjęcia wszędzie tam, gdzie dało się wcisnąć obiektyw. Aeroklub Ziemi Lubuskiej sprawia wrażenie instytucji bogatej i prężnie działającej. Nie widziałem dotąd tylu samolotów i szybowców skupionych w jednym miejscu. Przy wjeździe na lotnisko, już na jego terenie, widać też poczynione inwestycje budowlane. Akurat tego dnia trafiłem na loty szybowcowe za wyciągarką. Dźwięk tnących powietrze skrzydeł szybowca jest za każdym razem niepowtarzalny, a widok 8 samolotów An-2 na płycie to zwieńczenie udanego dnia w aeroklubie.

Ostatni dzień to wizyta w Aeroklubie Leszczyńskim słynącym z bogatej tradycji szybowcowej. Działa tam Centralna Szkoła Szybowcowa - prestiżowa placówka kształcąca najlepszych. Pobyt tam zacząłem od fotografowania samolotów stojących blisko hangarów i budynków aeroklubowych, po czym udałem się na szybowcowy "kwadrat", by obserwować starty za samolotem i wyciągarką. Pracy zdjęciowej było co niemiara. Wszyscy szybownicy z uśmiechem na ustach wykonywali swoją pracę, tym samym dając pole do popisu piszącemu te słowa. Pięknie malowane szybowce bezgłośnie krążące po leszczyńskim niebie były magicznym widokiem. Można było tylko pozazdrościć wybrańcom w kabinach, którzy odebrali ptakom wyłączność na latanie...

Pełen wrażeń, z mnóstwem zdjęć i jakąś nostalgią w sercu udałem się w drogę powrotną, podczas której w Witkowie koło Gniezna utrwaliłem na fotografiach dwa pomniki lotnicze. Na pewno kiedyś jeszcze wrócę w te miejsca, by stopami dotykając ziemi, odbyć piękną podróż lotniczą.

Tekst i fot. Jarosław Kania
83
37