Wyszukiwarka

Aviateam.pl na Facebook

Aero India 2009

Kategoria: Z podróży lotniczych Utworzony: 2009-10-21 Autor: Butowski Piotr

Bangalore, 11-15 lutego 2009 roku Egzotyka jest nie dla mnie. Kiedy jechałem po raz pierwszy do Indii jakieś 10 lat temu, miałem szczery zamiar poczuć klimat Azji, spacerować po ulicach, oglądać zabytki. Kiedy jednak przyjechałem do Bangalore (które nie jest przecież takim sobie zwykłym indyjskim miastem, ale wielkim ośrodkiem wysokich technologii, przemysłu lotniczego i komputerów), przeszedłem się raz wzdłuż głównej ulicy MG (tam bardzo lubią takie skróty, jest to ulica Mahatma Gandhi Road)  i miałem dość. Odtąd już jeździłem tylko od hotelu na lotnisko i z powrotem. Wystarczy mi egzotyki widzianej przez szybę samochodu. Do rzeczy.

Wystawa Aero India odbywana w lutym w latach nieparzystych to największa specjalistyczna wystawa lotnicza w Azji (na razie największa; mam nadzieję, że niedługo rozkręci się chińska wystawa w Zhuhai). Wystawa Aero India jest zorientowana na samoloty wojskowe, gdyż Indie modernizują obecnie swoje siły zbrojne. W ciągu kolejnych 10 lat indyjskie siły powietrzne otrzymają około 1000 samolotów i śmigłowców; solidną liczbę otrzymają też wojska lądowe i marynarka wojenna. Tylko 30% zapotrzebowania na sprzęt wojskowy pokrywa przemysł indyjski, a 70% trzeba sprowadzać z zagranicy. Najciekawsze z indyjskich konstrukcji to lekki myśliwiec Tejas Light Combat Aircraft (LCA) i śmigłowiec Dhruv Advanced Light Helicopter (ALH). Indie ogłosiły wiele przetargów na nowe samoloty, w tym na średnie samoloty myśliwskie, wobec czego w wystawie w Bangalore uczestniczyły wszystkie duże światowe firmy lotnicze. Mój duży reportaż z Aero India 2009 można przeczytać w marcowym numerze miesięcznika ?Lotnictwo?. Więcej o samolotach nie będę tutaj pisał, wszystko widać na zdjęciach; napiszę za to, jak robić zdjęcia w Bangalore. Wystawa Aero India jest organizowana w bazie lotniczej Yelahanka koło Bangalore (Bengaluru). Składa się z kilku dużych pawilonów (najciekawsze są, oczywiście, te gdzie prezentują się firmy indyjskie), z wystawy  statycznej oraz z pokazów w locie. Najciekawszy moment całej wystawy to ceremonia otwarcia pierwszego dnia. Oczywiście nie chodzi mi o przyjazd notabli fantastycznie pięknymi samochodami Ambasador, ani tym bardziej o przemówienia. Na koniec ceremonii nad wystawą przelatuje formacja samolotów wojskowych Indii. Potem to się już nie powtarza i w pokazach w locie w kolejnych dniach uczestniczą tylko goście wystawy. Poza samolotami z wystawy bywają także rodzynki: samoloty transportowe lub dyspozycyjne przywożące lotników z różnych zakątków Indii, aby mogli się zapoznać z nowinkami światowego przemysłu lotniczego.

Kilka razy dziennie lądują i startują An-32, HS-748 i Do228; trafiłem też Embraera ERJ135, Ił-76MD i Ił-78MKI. Formalnie rzecz biorąc, fotografować samoloty w czasie pokazów w locie nie jest prosto: i publiczność, i prasa nie może przekroczyć ogrodzenia. Przy czym ogrodzenie jest podwójne, co skutecznie utrudnia robienie zdjęć. Za barierkami jest najpierw wystawa statyczna samolotów, potem ? niezbyt blisko ? droga kołowania, a jeszcze dalej ? pas startowy. Nieco wygodniej jest robić zdjęcia z tarasów przed pawilonami firm lotniczych uczestniczących w pokazach, ale to miejsce jest dostępne tylko dla wybranych: nawet prasa, nie mówiąc o szerokiej publiczności nie ma tam dostępu. Na szczęście jeśli ma się znajomych w którejś z firm, to można dostać specjalną pieczątkę na plakietce akredytacyjnej, która upoważnia do wejścia do sektora firm. Wyższa szkoła jazdy zaczyna się dopiero potem. Jeśli ma się niewielką dozę bezczelności i znajomości terenu to można przejść dalej przez ten sektor, pokonać jakiś skład motocykli i rowerów, przeskoczyć przez jeden czy dwa rowy ? i wyjść na miejsce, gdzie samoloty przygotowują się do lotu. Stamtąd, jeśli za bardzo nie rzucać się w oczy i robić wrażenie ważnego człowieka, można dojść właściwie wszędzie. Ja najczęściej do robienia zdjęć startów i lądowań ?przyklejam się? do jakiegoś dużego samolotu transportowego tuż przy drodze kołowania (do Amerykanów lepiej nie podchodzić) wyganiają; inni się nie czepiają), staję sobie w cieniu pod skrzydłem (najważniejsze jest tu słowo "cień") i spokojnie fotografuję. Po stojance przygotowania samolotów do lotu chodzą żołnierze lub policjanci (nie odróżniam mundurów), którzy niekiedy mogą się przyczepić i wygonić. Dalej wszystko zależy od gadanego; mnie niekiedy pomagało powiedzenie - a ty udawaj, że mnie nie widziałeś.

Zabrzmi to bardzo niepoprawnie politycznie, ale pomaga bycie białym Europejczykiem. Jeśli nie pomoże, to trzeba wyjść... i powtórzyć procedurę od nowa. No cóż, życie jest upierdliwe. Niestety, coraz więcej ludzi zna już te sposoby. Kilka wystaw temu takich mądrych jak ja było niewielu, wszyscy się znaliśmy i staraliśmy się nie zwracać na siebie uwagi. Podczas ostatniej wystawy w lutym tego roku na ?zabroniony? teren wchodziły już dziesiątki fotografów (najczęściej miejscowych), którzy biegali, cieszyli się jak dzieci (że im się udało zrobić zdjęcie) i tylko niepotrzebnie drażnili służby porządkowe.

tekst i zdjęcia: Piotr Butowski.
45
41